wtorek, 12 listopada 2013
sobota, 2 listopada 2013
Przepraszam Was bardzo...
Przepraszam Was bardzo za ostatnie zaniedbanie, ale dużo się u mnie dzieje... A z Martyną nie mam kontaktu, ogólnie się nie dogadujemy... Mnie boli jej mały wkład w bloga, dlatego podjęłam decyzję... SZUKAM NOWEJ AUTORKI BLOGA. Jeśli, któraś z was chętna jest mi pomagać to piszcie w komach... A Martynkę z przykrością muszę pożegnać...
Belle
Belle
poniedziałek, 14 października 2013
Akcja! - Damy radę? Tak, damy radę!
" W środę (16.10) o godzinie 18.00 na twitterze odbędzie się akacja #R5ComeToPoland. Musimy się sprężać, bo 23 października mają być wybrane państwa do trasy koncertowej w przyszłym roku, a my MUSIMY być wśród nich! Proszę, zachęcacie innych do tego spamu, podawajcie dalej, piszcie o tej akcji na tt albo blogach, SPAMUJCIE. Akcja musi się udać, to jest nasza szansa! Do dzieła! Liczę na was #R5family !"
******* Udowodnijmy światu, że #r5family najlepszą rodziną na świecie, ściągnijmy ich tutaj i spełnijmy nasze marzenia!*******
~~Bella~~
******* Udowodnijmy światu, że #r5family najlepszą rodziną na świecie, ściągnijmy ich tutaj i spełnijmy nasze marzenia!*******
~~Bella~~
niedziela, 13 października 2013
X - "Pocałunek wymyślili mężczyźni, aby kobiecie nareszcie usta zamknąć. "
....Ally. Szczerze? Na prawdę byłem zaskoczony. Bez wahania i jakiegokolwiek słowa wpuściłem dziewczynę do środka. Brunetka bardzo się trzęsła, a ja nie wiedziałem co zrobić. Pokazałem jej ręką żeby usiadła na kanapie, ona to wykonała. Usiadłem zaraz obok niej i okryłem ją swoją bluzą.
- Ally? Co się stało!? - zapytałem z przerażeniem. Wprawdzie jeszcze nadal byłem bardzo zaskoczony i jak na razie to nie mijało. Brązowooka zaczęła szybciej oddychać. Widać było że czegoś się boi, tylko czego?
- Ally...- zacząłem ponownie - powiedź o co chodzi...co się stało?
Dziewczyna delikatnie zamknęła oczy, po czym wzięła głęboki wdech i zaczęła mówić. Jednak to nie była zwykła rozmowa. Była cała rostrzęsiona i mówiła sylabami, tak jak by nie mogła...Tak jak by coś ją zrzerało od środka...
- Twoja była paczka, Eliot, randka, podstęp... wszystko! - wybuchła, a ja mimo, że nie powiedziała nic konkretnego zrozumiałem wszystko.
- Wejdź... Pamiętasz jeszcze gdzie znajduje się mój pokój...? - zapytałem, a brunetka ze spuszczoną głową pognała na schody. Ja natomiast poszedłem do kuchni, ugotowałem mleko i zrobiłem kakao i udałem się na górę. Po drodze zahaczyłem o pokój rodziców zabierając koc i prosząc, aby nam nie przeszkadzali.
- Jestem. - oznajmiłem wchodząc do swojej sypialni.
- Co tt-oo? - zapytała jeszcze cicho chlipiąc..
- To co tygryski lubią najbardziej... Kakałko, kocycek, i psystojniak raz, zapewne dla pani. - starałem się ją rozweselić... I udało mi się.
- Wiesz jak mi tego brakowało... - powiedziała cicho. "A wiesz jak mi?" - zapytałem w myślach.
- Jeszcze raz Cię przepraszam... - wyszeptałem i szczelnie obwinąłem ją kocem, po czym podałem kubek z ciepłym napojem.
- Jednego nie rozumiem... Raz czuły, raz zły... Dlaczego? - spytała.
- Kryzys. - odpowiedziałem głośno, w głowie powtarzając "miłość, a raczej strach przed nią".
- Jaasne. To co oglądamy?
- Step up 4... Ta laska tańczy świetnie... - rozmarzyłem się.
- Taak? A wiesz co robiłam podczas naszej "rozłąki"? - zrobiła cudzysłów w powietrzu.
- Nie mam pojęcia, zaskocz mnie. - zaśmiałem się. Brązowooka zaśmiała się i zaczęła przesuwać stolik oraz pufy, robiąc na środku pokoju dość sporo miejsca.
- Wstawaj przystojniaku. - zakpiła i ustawił mnie na środku pokoju. Ściągnęła z siebie koszule i stanęła przede mną w dżinsowych spodenkach i białej bokserce. Nie uwierzycie... Moja szara myszka nauczyła się tańczyć... i to jak! Odwaliliśmy taki układ. Staliśmy bardzo blisko siebie, a nasze oddechy były przyśpieszone. Nagle usłyszeliśmy oklaski, odwróciłem się i zobaczyłem mamę... Momentalnie na moją twarz wkradł się rumieniec.
- Austy, dzwoniła Kira... Potwierdziła randkę. - oznajmiła rodzicielka i ze zmieszaną, ale zadowoloną miną opuściła moje królestwo.
- Gratuluję. - Ally usiadła, a mi zrobiło się głupio.
- Wiesz, to fajna dziewczyna... - tłumaczyłem się.
- I taka "grzeczna i miła" co? - nie dowierzała.
- Ally... - "robię to dla Ciebie".
- Co Ally? Zresztą to Twoje życie. - zrezygnowana usiadła.
- Nie gniewaj się... To zawsze Ty będziesz moim numerem jeden. - przytuliłem ją... Szkoda, że nie wie, że to nie żart, ani przenośnia.
- Heh, no to co robimy? - zapytała.
- Prawda i wyzwanie?
- We dwójkę? - zdziwiła się.
- Będzie ciekawiej - uśmiechnąłem się chytrze. Usiedliśmy na dywanie a pomiędzy nami położyliśmy butelkę. Korek - wyzwanie, szerokie zakończenie - prawda.
- Ja pierwsza. - wyrwała się Allyson i zakręciła butelką. Korek.
- A więc? - zapytałem pewien obaw.
- Idź do taty i usiądź mu na kolanach jak małe dziecko i powiesz mu, że go kochasz. - a to spryciula, myślała, że pęknę. No nic... Poszedłem zrobiłem, a tata mi powiedział, że w poniedziałek jedziemy do psychiatry pf...
- Teraz moja kolej! - zakręciłem butelką i moja przyjaciółka dostanie ode mnie wyzwanie. - Napisz o mnie piosenkę.
- Coo? - zapiszczała, a ja wystawiłem jej język.
Zły on..
Bardzo zły..
Kręcić, kręcić, uwodzić i nęcić
Kręcić, kręcić uwodzić i nęcić
Kusić, obracać, przed końcem poddusić
łączyć, spawać, chwili się oddawać
Męczyć, wzdychać, wszędzie się wpychać
Bić się i prężyć, lecz nie nadwyrężyć
Obrabiać, szlifować, ładnie się bawić
Wziąć kilka razy a potem zostawić
Zły on...
Bardzo zły.....
Kręcić, kręcić, uwodzić i nęcić
Kręcić, kręcić uwodzić i nęcić
Robić, uprawiać, wciąż się zabawiać
Gryźć, całować, na górze dominować
Obłapiać, testować, wszystko zdejmować
Wzniecać, zapinać, gasić, przeginać
Ujeżdżać, poskramiać, w przerwach coś nucić
Wyjść do sklepu i już nigdy nie wrócić
Zły on.
Bardzo zły..
Jaki zły?
Jak bardzo zły....?
Kręcić, kręcić, uwodzić i nęcić
Kręcić, kręcić, wzwodzić i wznęczyć
Wyhaczyć, wyrywać, a potem nagrywać
Ocierać, głaskać, muskać i mlaskać
Ugniatać, naciskać, łechtać i pryskać
Nasycać, maczać, spełniać, odhaczać
Rozrobić, rozdrobnić, z cnotą ją skłócić
Przyswoić dogłębnie, potem porzucić
Zły on...
Bardzo zły on...
Kręcić kręcić....
"A dalej, a dalej
W ciemnej zieleńce do alej..."
-Ej! - oburzyłem się.
- Taki żarcik, schowaj do pamiętnika. Kiedyś Ci to udowodnię. - wyszeptała.
- Tak? To teraz nie kręć... Czas na rewanż. - wziąłem kartkę i długopis i napisałem:
- Ally? Co się stało!? - zapytałem z przerażeniem. Wprawdzie jeszcze nadal byłem bardzo zaskoczony i jak na razie to nie mijało. Brązowooka zaczęła szybciej oddychać. Widać było że czegoś się boi, tylko czego?
- Ally...- zacząłem ponownie - powiedź o co chodzi...co się stało?
Dziewczyna delikatnie zamknęła oczy, po czym wzięła głęboki wdech i zaczęła mówić. Jednak to nie była zwykła rozmowa. Była cała rostrzęsiona i mówiła sylabami, tak jak by nie mogła...Tak jak by coś ją zrzerało od środka...
- Twoja była paczka, Eliot, randka, podstęp... wszystko! - wybuchła, a ja mimo, że nie powiedziała nic konkretnego zrozumiałem wszystko.
- Wejdź... Pamiętasz jeszcze gdzie znajduje się mój pokój...? - zapytałem, a brunetka ze spuszczoną głową pognała na schody. Ja natomiast poszedłem do kuchni, ugotowałem mleko i zrobiłem kakao i udałem się na górę. Po drodze zahaczyłem o pokój rodziców zabierając koc i prosząc, aby nam nie przeszkadzali.
- Jestem. - oznajmiłem wchodząc do swojej sypialni.
- Co tt-oo? - zapytała jeszcze cicho chlipiąc..
- To co tygryski lubią najbardziej... Kakałko, kocycek, i psystojniak raz, zapewne dla pani. - starałem się ją rozweselić... I udało mi się.
- Wiesz jak mi tego brakowało... - powiedziała cicho. "A wiesz jak mi?" - zapytałem w myślach.
- Jeszcze raz Cię przepraszam... - wyszeptałem i szczelnie obwinąłem ją kocem, po czym podałem kubek z ciepłym napojem.
- Jednego nie rozumiem... Raz czuły, raz zły... Dlaczego? - spytała.
- Kryzys. - odpowiedziałem głośno, w głowie powtarzając "miłość, a raczej strach przed nią".
- Jaasne. To co oglądamy?
- Step up 4... Ta laska tańczy świetnie... - rozmarzyłem się.
- Taak? A wiesz co robiłam podczas naszej "rozłąki"? - zrobiła cudzysłów w powietrzu.
- Nie mam pojęcia, zaskocz mnie. - zaśmiałem się. Brązowooka zaśmiała się i zaczęła przesuwać stolik oraz pufy, robiąc na środku pokoju dość sporo miejsca.
- Wstawaj przystojniaku. - zakpiła i ustawił mnie na środku pokoju. Ściągnęła z siebie koszule i stanęła przede mną w dżinsowych spodenkach i białej bokserce. Nie uwierzycie... Moja szara myszka nauczyła się tańczyć... i to jak! Odwaliliśmy taki układ. Staliśmy bardzo blisko siebie, a nasze oddechy były przyśpieszone. Nagle usłyszeliśmy oklaski, odwróciłem się i zobaczyłem mamę... Momentalnie na moją twarz wkradł się rumieniec.
- Austy, dzwoniła Kira... Potwierdziła randkę. - oznajmiła rodzicielka i ze zmieszaną, ale zadowoloną miną opuściła moje królestwo.
- Gratuluję. - Ally usiadła, a mi zrobiło się głupio.
- Wiesz, to fajna dziewczyna... - tłumaczyłem się.
- I taka "grzeczna i miła" co? - nie dowierzała.
- Ally... - "robię to dla Ciebie".
- Co Ally? Zresztą to Twoje życie. - zrezygnowana usiadła.
- Nie gniewaj się... To zawsze Ty będziesz moim numerem jeden. - przytuliłem ją... Szkoda, że nie wie, że to nie żart, ani przenośnia.
- Heh, no to co robimy? - zapytała.
- Prawda i wyzwanie?
- We dwójkę? - zdziwiła się.
- Będzie ciekawiej - uśmiechnąłem się chytrze. Usiedliśmy na dywanie a pomiędzy nami położyliśmy butelkę. Korek - wyzwanie, szerokie zakończenie - prawda.
- Ja pierwsza. - wyrwała się Allyson i zakręciła butelką. Korek.
- A więc? - zapytałem pewien obaw.
- Idź do taty i usiądź mu na kolanach jak małe dziecko i powiesz mu, że go kochasz. - a to spryciula, myślała, że pęknę. No nic... Poszedłem zrobiłem, a tata mi powiedział, że w poniedziałek jedziemy do psychiatry pf...
- Teraz moja kolej! - zakręciłem butelką i moja przyjaciółka dostanie ode mnie wyzwanie. - Napisz o mnie piosenkę.
- Coo? - zapiszczała, a ja wystawiłem jej język.
Zły on..
Bardzo zły..
Kręcić, kręcić, uwodzić i nęcić
Kręcić, kręcić uwodzić i nęcić
Kusić, obracać, przed końcem poddusić
łączyć, spawać, chwili się oddawać
Męczyć, wzdychać, wszędzie się wpychać
Bić się i prężyć, lecz nie nadwyrężyć
Obrabiać, szlifować, ładnie się bawić
Wziąć kilka razy a potem zostawić
Zły on...
Bardzo zły.....
Kręcić, kręcić, uwodzić i nęcić
Kręcić, kręcić uwodzić i nęcić
Robić, uprawiać, wciąż się zabawiać
Gryźć, całować, na górze dominować
Obłapiać, testować, wszystko zdejmować
Wzniecać, zapinać, gasić, przeginać
Ujeżdżać, poskramiać, w przerwach coś nucić
Wyjść do sklepu i już nigdy nie wrócić
Zły on.
Bardzo zły..
Jaki zły?
Jak bardzo zły....?
Kręcić, kręcić, uwodzić i nęcić
Kręcić, kręcić, wzwodzić i wznęczyć
Wyhaczyć, wyrywać, a potem nagrywać
Ocierać, głaskać, muskać i mlaskać
Ugniatać, naciskać, łechtać i pryskać
Nasycać, maczać, spełniać, odhaczać
Rozrobić, rozdrobnić, z cnotą ją skłócić
Przyswoić dogłębnie, potem porzucić
Zły on...
Bardzo zły on...
Kręcić kręcić....
"A dalej, a dalej
W ciemnej zieleńce do alej..."
-Ej! - oburzyłem się.
- Taki żarcik, schowaj do pamiętnika. Kiedyś Ci to udowodnię. - wyszeptała.
- Tak? To teraz nie kręć... Czas na rewanż. - wziąłem kartkę i długopis i napisałem:
Bo z dziewczynami nigdy nie wie, oj nie wie się,
czy dobrze jest czy może jest, może jest już źle,
spokoju się spodziewać, czy też przejść,
czy szukać jej, czy jej z oczu zejść.
Bo z dziewczynami nigdy nie wie oj nie wie się,
czy dobrze jest, czy może jest, może jest już źle,
czy najważniejszy jesteś w życiu jej,
czy znaczysz już od kogoś mniej.
A wszystko to pewne tak prawie, jak listek na wietrze, w trawie ślad,
jak latem zerwany w trawie dmuchawiec, gdy zawieje wiatr.
A wszystko to pewne tak właśnie jak ten nad wodą dym,
one całe są, one całe są w tym.
Bo z dziewczynami nigdy nie wie oj nie wie się,
czy dobrze jest czy może jest może jest już źle,
jaka będzie przez najbliższe dni
przygarnie cię czy zatrzaśnie drzwi.
Bo z dziewczynami nigdy nie wie oj nie wie się,
czy dobrze jest czy może jest może jest już źle,
nie będziesz wiedział czy jest tak czy tak
i to jedyny pewny fakt.
Jeszcze rok, jeszcze dzień, przekonacie się o tym sami,
jak to jest, jak to jest z dziewczynami.
A wszystko to pewne tak prawie...
Bo z dziewczynami nigdy nie wie oj nie wie się,
czy dobrze jest czy może jest może jest już źle,
nie będziesz wiedział czy jest tak czy tak
i to jedyny pewny fakt, jedyny pewny fakt,
jedyny pewny fakt!!!
- Eh, czyli mogę to pokazać Twojej mamie? - zapytała chytrze.
- Nie... - zgiąłem kartkę i włożyłem jej do stanika. - No i teraz oba teksty się zgadzają.
- Pf! - dostałem poduszką po głowie ale było warto.
- A tak w ogóle to ładny stanik! - pokazałem jej język. Znowu.
- Która godzina? - spytała.
- 22. - odpowiedziała moja mama, która właśnie przyniosła nam talerz tostów. - Ally, dzwoniłam do taty, zostajesz u nas na noc. Austy, podzielisz się z nią łóżkiem? Tylko grzecznie mi tu! - zaśmiała się kobieta.
- Dobrze, dziękuje. Ale mam mały problem... - zaczęłam.
- Masz! - blondynka rzuciła mi koszulę nocną i puściła oczko.
- Dobra, to teraz ja kręcę! - krzyknęła brunetka.
- Prawda.
- Dlaczego wtedy mnie pocałowałeś? - zapytała, a ja zbladłem.
- Byłem wkurzony i nie panowałem nad emocjami, a po za tym to był jedyny sposób, abyś się zamknęła. - niezłe. I Austinek punktuje.
- OK. Teraz Ty.
- Wyzwanie. Zatańcz coś, co nikomu byś nie zatańczyła. - no co typowe myślenie faceta.
- Odwdzięczę się... - Allyson wstała i postawiła na wprost mnie krzesło. No i dała czadu.
- Ej obrazisz się jak Cię wynajmę na swój kawalerski. - zażartowałem.
- Bardzo śmieszne. Powiesz komuś, a Cię wykastruje. - zagroziła i zakręciła.
- Prawda.
- Jesteś dobrym aktorem? - dziwne pytanie nie powiem, ale okej.
- Tak.
- Nie wierzę. - zaśmiała się.
- Udowodnić Ci to? - uśmiechnąłem się.
- Ciekawe jak... Ale ok. - zgodziła się nie pewnie.
- Stań pod ścianą, tak gdzieś trzydzieści centymetrów od i bokiem, patrząc na wprost, czyli na lewo. - poprosiłem, a dziewczyna to wykonała.Zagrałem chłopaka, który podchodzi do dziewczyny rozmawiającej z koleżankami i ją całuje. Moim zadaniem było pokazanie jego uczuć. Miałem zamiar zatrzymać się przed pocałunkiem, ale nie dałem rady... Pocałowałem ją. Dziewczyna oddała pocałunek. W pewnym momencie do pokoju wparowała...
***************************************
Znowu ja - Bella. Rozdział pisany pod natchnieniem pierwszego odcinka 3 sezonu - pozytywna energia. Ale nie o tym. Przepraszam Ws bardzo za to, że dawno nie było rozdziału, ale samej jest mi ciężko... Obiecuję, że teraz będą te rozdziały pojawiać się częściej.
sobota, 5 października 2013
Notka!
Cześć, z tej strony ja Martyna. Wiem że dawno tu nie pisałam ale w końcu znalazłam chwilkę.
Przeglądałam właśnie naszego bloga, posty, komentarze, wyświetlenia itp.
I wiecie co mnie zasmuciło? Większość z was piszę np. tak : Nominuje Cię, Uwielbiam twojego bloga....A powinno być tak: Nominuję WAS!, Uwielbiam WESZEGO bloga....
Nie wiem po prostu ile razy mam przypominać że bloga prowadzimy we DWIE i proszę to uszanować!
Dziękuję!
~ Martyna
Przeglądałam właśnie naszego bloga, posty, komentarze, wyświetlenia itp.
I wiecie co mnie zasmuciło? Większość z was piszę np. tak : Nominuje Cię, Uwielbiam twojego bloga....A powinno być tak: Nominuję WAS!, Uwielbiam WESZEGO bloga....
Nie wiem po prostu ile razy mam przypominać że bloga prowadzimy we DWIE i proszę to uszanować!
Dziękuję!
~ Martyna
piątek, 4 października 2013
czwartek, 12 września 2013
IX - Jak długo jeszcze masz zamiar uciekać od prawdziwej miłości?
Zobaczyłem całą moją paczkę z Kirą na czele... Czułem, że to się dobrze nie skończy...
- Słuchajcie, będę szczery... Pogodziłem się z Ally i teraz to ona, Dez i Trish, są moimi przyjaciółmi...
- Jeszcze tego pożałujesz! - syknęła Cass i pociągnęła Dallasa za rękę. Jedyną osobą, która została była Kira.
- Przepraszam Austin, mogę na chwilę porwać Ally? - spytała, a mnie zatkało. Po co ona chce rozmawiać z Allyson?
- To zależy czy mi ją oddasz. - zażartowałem, co nie było dobrym pomysłem. Obydwie brunetki zmierzyły mnie wzrokiem. Przewróciłem oczami i już po chwili zostałem całkiem sam. Zastanawiało mnie o czym te dwie rozmawiają. Zakradłem się do krzaków i zacząłem podsłuchiwać.
- Miałaś mi pomóc go zdobyć, a nie godzić się z nim! - krzyczała zdenerwowana Starr.
- A co ma piernik do wiatraka? - zapytała opanowana Dawson.
- Wiesz, że on mi się podoba... A z Tobą nie mam szans, on woli Ciebie. - syknęła ciemnoskóra. Ja byłem w takim szoku, że nie potrafiłem się ruszać.
- Oj nie wymyślaj... Jesteśmy jak rodzeństwo... - sprostowała moja przyjaciółka. Jej słowa lekko mnie zabolały.
- Nie próbuj żadnych sztuczek. Pamiętaj o naszej umowie. Albo mi pomożesz, albo Austin i wszyscy inni się dowiedzą... - zagroziła Kira.
- Wiesz co? Przez chwilę myślałam, że jesteś miła. Przepraszam, ale muszę iść się zbierać na randkę z Elliotem. - podziwiam Ally za ten spokój. Starr odeszła. Myślałem jak się wymknąć niezauważonym.
- Możesz już wyjść Austin. - usłyszałem nagle. Zastanawiam się jak ona to robi.
- Ale skąd wiedziałaś, że tu jestem? - spytałem.
- Za dobrze Cię znam. - odpowiedziała na luzie.
- Nie jesteś zła? I o co tu chodzi? - zaatakowałem brunetkę.
- Nie, nie jestem. Podobasz się Kirze i ubzdurała sobie, że tylko ja pomogę jej zdobyć Twoje serce... - zawstydziła się.
- I w sumie ma rację... - wymamrotałem dopiero później zdając sobie sprawę co... - No wiesz nikt nie wie tyle o mnie co Ty... Wiesz co? Umówię się z nią - teraz ja się zaczerwieniłem. Tak nie może być... Nienawiść nic nie pomogła, to może Kira pomoże.
- No tak... - zaśmiała się Ally.
- A o czym się dowiem jak jej nie pomożesz? - zapytałem chytrze.
- Skarbie nie dowiesz się teraz, ani nigdy... Nie w tym życiu. Też Cię kocham... - zaśmiała się przejeżdżając ręką po mojej klacie. Brązowooka udała się w stronę domu, gdzie czekali już wszyscy.
- Jedziemy do domu? - podeszła do mnie mama.
- Tak, ale Dez jedzie z nami. Trish przygotuje Ally do randki. A właśnie, powodzenia. - ostatnie słowa skierowałem do Dawson.
- Dzięki. Do zobaczenia. - powiedziała i dała mi buziaka w policzek. Minutę później znikła w drzwiach razem z tatą i Patricią. Ja natomiast dalej stałem trzymając się za policzek, na którym przed chwilą poczułem aksamitne usta brązowookiej.
- Ej kochasiu jedziemy... - z transu zbudził mnie tata. Darowałem sobie jakiekolwiek protesty i jak potulny piesek wykonałem polecenie. Moja mama usiadła za kółkiem, a my z tyłu.
- Już wiem co zrobię! - krzyknąłem nagle.
- Tak, co? - zapytali równocześnie moi towarzysze.
- Umówię się z Kirą... - wydukałem. Moja mama gwałtownie zahamowała, a niebieskooki zakrztusił się śliną, swoją drogą czy to normalne?Tylko tato siedział spokojnie.
- Co? - zapytał Dezmond.
- Oj daj spokój, jak długo masz zamiar uciekać od uczucia, którym darzysz Ally? Myślałam, że po próbie z nienawiścią przyznasz, że to wszystko było po to aby nie zepsuć wszystkiego... Ty po prostu boisz się miłości. - wygarnęła mi rodzicielka.
- Po pierwsze: CO?! Po drugie: Zgadzam się z Panią... I po trzecie: CO?! - piszczał rudzielec.
- Nie prawda. Robię to dla niej... Starr wypapla sekret Ally jeśli się z nią nie umówię! - tak to o to chodziło, no po części. To jest wytłumaczenie, wszystko aby ukryć, że mamuśka mnie odkryła.
- A znasz ten sekret? - zapytała kobieta.
- No nie... Ale to najlepsze wyjście... - ciągnąłem tą bajeczkę.
- Pff... - fuknął Dez.
- Chcesz mi coś powiedzieć? - tym razem to ja zadałem pytanie.
- No nic,masz zamiar spotykać się z dziewczyną, która szantażuje Twoją przyjaciółkę, którą kochasz i nie zaprzeczaj, podczas gdy ten sekret, który by wyszedł na jaw gdybyś zachował resztki rozumu, zakończył by ten cały cyrk... CO TY NIC NIE CHCĘ CI POWIEDZIEĆ... - skąd u niego ta mądrość? Nie mam pojęcia. Ale zaraz...
- Ty znasz ten sekret?
- No brawo... Twoja przyszła panna podsłuchała rozmowę moją i Allyson... - odpowiedział spokojnie.
- Ach... Spotykam się z Kirą, z Dawson się TYLKO przyjaźnie i koniec. - okłamałem samego siebie, ale nie ich. W odpowiedzi usłyszałem wypowiedziane z kpiną "yhy". Przez resztę drogi siedzieliśmy cicho. Dojechaliśmy do domu. Pożegnałem się z przyjacielem i wszedłem do środka.
- To ja idę na górę...- oznajmiłem rodzicom i wbiegłem po schodach. Dopiero tu - w mojej świątynie, gdzie rządzi muzyka i zawarte w niej uczucia pozwoliłem sobie na złość i gorycz związane z randką osoby tak przeze mnie kochanej. Dopiero dzisiaj zerwano ze mnie maskę... Cała to szopka była po to bym zapomniał o niej i uczuciu jakim ją darze... Wyszło wręcz przeciwnie, fakt, że nie było jej przymnie sprawiał, że cierpiałem... Najgorzej było kiedy raniłem siebie raniąc ją... To tylko uświadamiało mi, jak mocno się zakochałem... Ale cóż z tego skoro to moja przyjaciółka? Jestem dla niej tylko, a może aż bratem... Czy to wszystko musi być tak cholernie trudne? Nagle przyszedł mi do głowy pewien tekst...:
Przecież nie tak miało być
Ja chyba zwariowałem z Tobą
Oszalałaś ze mną Ty
Zbudziłaś mnie w środku dnia
I teraz nigdy więcej
Nie chcę, nie chcę
Nigdy więcej już nie chcę spać
To zakochani
Do nas przychodzą znów
Powietrza takie pełne oczy
Takie pełne serca
Takie pełne pełne śladów ich stóp
Zakochani, zaczarowani
Bardzo powoli w nas budzą się
Zakochani, zaczarowani
Powietrza takie pełne dłonie
Takie pełne serce
Takie pełne, pełne
Ciebie chcę mieć
Tak jasno jest wokół mnie
Tak mocno zakochałem w Tobie
W Tobie zakochałem się
W kieszeniach mam pełno chmur
I Twoją gwiazdą prowadzona
Płynę w Twych ramionach
Do Twoich ust
To zakochani przenoszą nocy blask
Powietrza pełne oczy, pełne serca
I takie pełne
Zaczarowani
Bardzo powoli w nas budzą się
(Zakochani , Zaczarowani )
Powietrza takie pełne oczy
Pełne serca
Ciebie chcę mieć
Ciebie chcę mieć
Czy to nie dziwne, że chłopak pisze taki tekst? Jak dla mnie nie. Jestem wyjątkiem? Może... Mam uczucia i się ich nie boję. Czy płaczę? Tak. Ale to nie tak, że jestem lalusiem... Nie. Potrafię zapewnić bezpieczeństwo i takie tam męskie rzeczy. Jestem facetem, ale przede wszystkim też człowiekiem. Człowiek ma swoje chwile słabości... Ja też je miewam. Miłość tak wrażliwy temat... Czymże jest? A kto to wie? Pewien mądry człowiek, a mianowicie Luis Vaz de Camoes powiedział:"Miłość jest to jakieś nie wiadomo co, przychodzące nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak, i sprawiające ból nie wiadomo dlaczego.". Ja osobiście zgadzam się z tym, może wyolbrzymiam? Może... Ostatnio zdecydowanie nadużywam tego słowa... "Trochę miłości to jak trochę dobrego wina. Nadmiar jednego lub drugiego szkodzi zdrowiu." kolejne słowa, kolejny mądry człowiek - John Steinbeck. Wiecie co mnie dziwi... To kolejny facet... Dlaczego tylko ta o to płeć pisze o miłości w czarnych kolorach... Czyżby faceci byli skazani na cierpienie? Chociaż nie. Skoro my twardzi mężczyźni cierpimy, to co może przeżywać takie kruche, delikatne, uczuciowe, bezbronne stworzenie jak kobieta? Nawet nie chcę o tym myśleć. Czy istniej w ogóle miłość szczęśliwa? Tak. Lecz trzeba ją dostrzec i dbać o nią. Kto jej doświadczył jest bowiem szczęściarzem...
<dig - dong>
Z rozmyśleń na ten jakże nurtujący mnie i wiele osób temat wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Szybko schowałem tekst do pierwszej lepszej książki i z postanowieniem, że od dziś będę najlepszym przyjacielem na świecie, tylko przyjacielem, pognałem otworzyć drzwi. Normą było to, że rodzice za bardzo byli zajęci sobą... Ci to mają szczęście. Tyle lat, wszystko uległo zmianie oprócz wzajemnej miłości, którą wypełniają siebie i cały ten dom. Czasami boję się, że ja czegoś takiego nie poznam... No nic... Otworzyłem te cholerne drzwi, a za nimi ujrzałem jakże zdenerwowaną, roztrzęsioną...
- Słuchajcie, będę szczery... Pogodziłem się z Ally i teraz to ona, Dez i Trish, są moimi przyjaciółmi...
- Jeszcze tego pożałujesz! - syknęła Cass i pociągnęła Dallasa za rękę. Jedyną osobą, która została była Kira.
- Przepraszam Austin, mogę na chwilę porwać Ally? - spytała, a mnie zatkało. Po co ona chce rozmawiać z Allyson?
- To zależy czy mi ją oddasz. - zażartowałem, co nie było dobrym pomysłem. Obydwie brunetki zmierzyły mnie wzrokiem. Przewróciłem oczami i już po chwili zostałem całkiem sam. Zastanawiało mnie o czym te dwie rozmawiają. Zakradłem się do krzaków i zacząłem podsłuchiwać.
- Miałaś mi pomóc go zdobyć, a nie godzić się z nim! - krzyczała zdenerwowana Starr.
- A co ma piernik do wiatraka? - zapytała opanowana Dawson.
- Wiesz, że on mi się podoba... A z Tobą nie mam szans, on woli Ciebie. - syknęła ciemnoskóra. Ja byłem w takim szoku, że nie potrafiłem się ruszać.
- Oj nie wymyślaj... Jesteśmy jak rodzeństwo... - sprostowała moja przyjaciółka. Jej słowa lekko mnie zabolały.
- Nie próbuj żadnych sztuczek. Pamiętaj o naszej umowie. Albo mi pomożesz, albo Austin i wszyscy inni się dowiedzą... - zagroziła Kira.
- Wiesz co? Przez chwilę myślałam, że jesteś miła. Przepraszam, ale muszę iść się zbierać na randkę z Elliotem. - podziwiam Ally za ten spokój. Starr odeszła. Myślałem jak się wymknąć niezauważonym.
- Możesz już wyjść Austin. - usłyszałem nagle. Zastanawiam się jak ona to robi.
- Ale skąd wiedziałaś, że tu jestem? - spytałem.
- Za dobrze Cię znam. - odpowiedziała na luzie.
- Nie jesteś zła? I o co tu chodzi? - zaatakowałem brunetkę.
- Nie, nie jestem. Podobasz się Kirze i ubzdurała sobie, że tylko ja pomogę jej zdobyć Twoje serce... - zawstydziła się.
- I w sumie ma rację... - wymamrotałem dopiero później zdając sobie sprawę co... - No wiesz nikt nie wie tyle o mnie co Ty... Wiesz co? Umówię się z nią - teraz ja się zaczerwieniłem. Tak nie może być... Nienawiść nic nie pomogła, to może Kira pomoże.
- No tak... - zaśmiała się Ally.
- A o czym się dowiem jak jej nie pomożesz? - zapytałem chytrze.
- Skarbie nie dowiesz się teraz, ani nigdy... Nie w tym życiu. Też Cię kocham... - zaśmiała się przejeżdżając ręką po mojej klacie. Brązowooka udała się w stronę domu, gdzie czekali już wszyscy.
- Jedziemy do domu? - podeszła do mnie mama.
- Tak, ale Dez jedzie z nami. Trish przygotuje Ally do randki. A właśnie, powodzenia. - ostatnie słowa skierowałem do Dawson.
- Dzięki. Do zobaczenia. - powiedziała i dała mi buziaka w policzek. Minutę później znikła w drzwiach razem z tatą i Patricią. Ja natomiast dalej stałem trzymając się za policzek, na którym przed chwilą poczułem aksamitne usta brązowookiej.
- Ej kochasiu jedziemy... - z transu zbudził mnie tata. Darowałem sobie jakiekolwiek protesty i jak potulny piesek wykonałem polecenie. Moja mama usiadła za kółkiem, a my z tyłu.
- Już wiem co zrobię! - krzyknąłem nagle.
- Tak, co? - zapytali równocześnie moi towarzysze.
- Umówię się z Kirą... - wydukałem. Moja mama gwałtownie zahamowała, a niebieskooki zakrztusił się śliną, swoją drogą czy to normalne?Tylko tato siedział spokojnie.
- Co? - zapytał Dezmond.
- Oj daj spokój, jak długo masz zamiar uciekać od uczucia, którym darzysz Ally? Myślałam, że po próbie z nienawiścią przyznasz, że to wszystko było po to aby nie zepsuć wszystkiego... Ty po prostu boisz się miłości. - wygarnęła mi rodzicielka.
- Po pierwsze: CO?! Po drugie: Zgadzam się z Panią... I po trzecie: CO?! - piszczał rudzielec.
- Nie prawda. Robię to dla niej... Starr wypapla sekret Ally jeśli się z nią nie umówię! - tak to o to chodziło, no po części. To jest wytłumaczenie, wszystko aby ukryć, że mamuśka mnie odkryła.
- A znasz ten sekret? - zapytała kobieta.
- No nie... Ale to najlepsze wyjście... - ciągnąłem tą bajeczkę.
- Pff... - fuknął Dez.
- Chcesz mi coś powiedzieć? - tym razem to ja zadałem pytanie.
- No nic,masz zamiar spotykać się z dziewczyną, która szantażuje Twoją przyjaciółkę, którą kochasz i nie zaprzeczaj, podczas gdy ten sekret, który by wyszedł na jaw gdybyś zachował resztki rozumu, zakończył by ten cały cyrk... CO TY NIC NIE CHCĘ CI POWIEDZIEĆ... - skąd u niego ta mądrość? Nie mam pojęcia. Ale zaraz...
- Ty znasz ten sekret?
- No brawo... Twoja przyszła panna podsłuchała rozmowę moją i Allyson... - odpowiedział spokojnie.
- Ach... Spotykam się z Kirą, z Dawson się TYLKO przyjaźnie i koniec. - okłamałem samego siebie, ale nie ich. W odpowiedzi usłyszałem wypowiedziane z kpiną "yhy". Przez resztę drogi siedzieliśmy cicho. Dojechaliśmy do domu. Pożegnałem się z przyjacielem i wszedłem do środka.
- To ja idę na górę...- oznajmiłem rodzicom i wbiegłem po schodach. Dopiero tu - w mojej świątynie, gdzie rządzi muzyka i zawarte w niej uczucia pozwoliłem sobie na złość i gorycz związane z randką osoby tak przeze mnie kochanej. Dopiero dzisiaj zerwano ze mnie maskę... Cała to szopka była po to bym zapomniał o niej i uczuciu jakim ją darze... Wyszło wręcz przeciwnie, fakt, że nie było jej przymnie sprawiał, że cierpiałem... Najgorzej było kiedy raniłem siebie raniąc ją... To tylko uświadamiało mi, jak mocno się zakochałem... Ale cóż z tego skoro to moja przyjaciółka? Jestem dla niej tylko, a może aż bratem... Czy to wszystko musi być tak cholernie trudne? Nagle przyszedł mi do głowy pewien tekst...:
Przecież nie tak miało być
Ja chyba zwariowałem z Tobą
Oszalałaś ze mną Ty
Zbudziłaś mnie w środku dnia
I teraz nigdy więcej
Nie chcę, nie chcę
Nigdy więcej już nie chcę spać
To zakochani
Do nas przychodzą znów
Powietrza takie pełne oczy
Takie pełne serca
Takie pełne pełne śladów ich stóp
Zakochani, zaczarowani
Bardzo powoli w nas budzą się
Zakochani, zaczarowani
Powietrza takie pełne dłonie
Takie pełne serce
Takie pełne, pełne
Ciebie chcę mieć
Tak jasno jest wokół mnie
Tak mocno zakochałem w Tobie
W Tobie zakochałem się
W kieszeniach mam pełno chmur
I Twoją gwiazdą prowadzona
Płynę w Twych ramionach
Do Twoich ust
To zakochani przenoszą nocy blask
Powietrza pełne oczy, pełne serca
I takie pełne
Zaczarowani
Bardzo powoli w nas budzą się
(Zakochani , Zaczarowani )
Powietrza takie pełne oczy
Pełne serca
Ciebie chcę mieć
Ciebie chcę mieć
Czy to nie dziwne, że chłopak pisze taki tekst? Jak dla mnie nie. Jestem wyjątkiem? Może... Mam uczucia i się ich nie boję. Czy płaczę? Tak. Ale to nie tak, że jestem lalusiem... Nie. Potrafię zapewnić bezpieczeństwo i takie tam męskie rzeczy. Jestem facetem, ale przede wszystkim też człowiekiem. Człowiek ma swoje chwile słabości... Ja też je miewam. Miłość tak wrażliwy temat... Czymże jest? A kto to wie? Pewien mądry człowiek, a mianowicie Luis Vaz de Camoes powiedział:"Miłość jest to jakieś nie wiadomo co, przychodzące nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak, i sprawiające ból nie wiadomo dlaczego.". Ja osobiście zgadzam się z tym, może wyolbrzymiam? Może... Ostatnio zdecydowanie nadużywam tego słowa... "Trochę miłości to jak trochę dobrego wina. Nadmiar jednego lub drugiego szkodzi zdrowiu." kolejne słowa, kolejny mądry człowiek - John Steinbeck. Wiecie co mnie dziwi... To kolejny facet... Dlaczego tylko ta o to płeć pisze o miłości w czarnych kolorach... Czyżby faceci byli skazani na cierpienie? Chociaż nie. Skoro my twardzi mężczyźni cierpimy, to co może przeżywać takie kruche, delikatne, uczuciowe, bezbronne stworzenie jak kobieta? Nawet nie chcę o tym myśleć. Czy istniej w ogóle miłość szczęśliwa? Tak. Lecz trzeba ją dostrzec i dbać o nią. Kto jej doświadczył jest bowiem szczęściarzem...
<dig - dong>
Z rozmyśleń na ten jakże nurtujący mnie i wiele osób temat wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Szybko schowałem tekst do pierwszej lepszej książki i z postanowieniem, że od dziś będę najlepszym przyjacielem na świecie, tylko przyjacielem, pognałem otworzyć drzwi. Normą było to, że rodzice za bardzo byli zajęci sobą... Ci to mają szczęście. Tyle lat, wszystko uległo zmianie oprócz wzajemnej miłości, którą wypełniają siebie i cały ten dom. Czasami boję się, że ja czegoś takiego nie poznam... No nic... Otworzyłem te cholerne drzwi, a za nimi ujrzałem jakże zdenerwowaną, roztrzęsioną...
***********
Witam! Korzystając z choroby dodaje ten o to rozdział. Nie jestem z niego zadowolona, no ale cóż. Jest strasznie krótki, a ja własnie takich dodawać nie lubię... Ale szkoła, a teraz choroba nie pozwalają mi na pisanie dłuższego... Cudem jest to, że w ogóle go dodałam. Co do następnego nie wiem kiedy się pojawi... Może niedługo... Może trochę dalej niż niedługo... Trzymajcie kciuki za to, abym dała radę. Obiecałam, że nie zapomnę i nie zapominam.
Pozdrawiam ;)
~Bella
Subskrybuj:
Posty (Atom)