sobota, 16 sierpnia 2014

XIV - Waga słów.

Odwróciłem się i zobaczyłem...
- Dallas co Ty tu robisz? - zapytałem zaskoczony ale za razem zdenerwowany.
- Przyszedłem Ci powiedzieć, że nie jesteś wart ani Kiry ani Ally! - podniósł głos.
- Cicho! - uciszyłem go - Kra zasługuje na kogoś lepszego... Ally też... Z tą różnicą, że dla Allyson będę starał się być jak najlepszy... Wiesz dlaczego? Bo ją kocham. Jak dorośniesz do tego co to oznacza to pogadamy. A teraz idź do swojej dziewczyny... Gratuluję związku dla szpanu.
- Mam nadzieje, że ta dziewczyna nie jest aż tak naiwna... - powiedział i wyszedł. Odetchnąłem głośno. Czy to wszystko musi być takie pogmatwane? Spojrzałem na drzwi od mojego pokoju. Wszedłem do niego i podszedłem do łóżka.Uklęknąłem nad śpiącą dziewczyną i przyglądałem się jej. Jak może istnieć istota tak piękna i delikatna? To pytanie wciąż chodziło mi po głowie. Nie mogłem przeżyć faktu, że ją zraniłem. Uważnie aby jej nie obudzić odgarnąłem jej włosy z twarzy... Wierzchem dłoni przejechałem po rumianym poliku...Pogładziłem ją po udzie, a kiedy westchnęła, uśmiechnąłem się. Nie zdawała sobie sprawy jak rozkołysała moje zmysły... Odchylił delikatnie koszulę i ucałowałem jej ramię po czym oddaliłem się. Wiedziałem, że mógłby pozwolić sobie na zbyt dużo. Po szybkiej kąpieli rozłożyłem sobie śpiwór tuż przy łóżku, na którym spała brunetka. Dzisiejszej nocy sen przyszedł mi wyjątkowo łatwo.

#Oczami Ally#
Otworzyłam powoli oczy. Światło słoneczne uderzyło w moje oczy powodując niesamowity ból. Kac powili mnie zabijał. Nie bardziej niż złamane serce. Podpowiedział mi rozum. Nie mogłam sobie przypomnieć co się wczoraj działo. Byłam w obcym aczkolwiek znanym mi pomieszczeniu w samej... koszuli męskiej? Co tu się dzieje? Wstając potknęłam się lądując na...Austinie. Mało tego całując go!
- Ally? - zapytał ostrożnie. I tak jak stałam pół rozebrana pobiegłam do swojego domu nie zważając na ból głowy, łzy spływające po polikach czy spojrzenia ludzi, których mijałam. Wpadłam do domu jak huragan i rzuciłam się na łóżko. Znacie to uczucie bezradności? Kiedy łzy tak po prostu wypływają z człowieka niczym wodospad Niagara i nic nie jesteśmy w stanie z tym zrobić? Klatka piersiowa zaciska się, a my nie możemy wziąć oddechu. Jakie to życie jest głupie... Kochasz kogoś i to powinno dawać Ci szczęście a nie cierpienie. Jeden pocałunek, który wywołuje ogień rozpalający każdą cząstkę nas... kiedy czujesz, że możesz zrobić wszystko, a za raz po tym wracasz do rzeczywistości i wiesz, że życie Ci się pieprzy. Jedyna osoba, która może Cię uratować jest tą, do której uczucie Cię zabija. I najgorszej jest to, że nasza realność to nie fikcyjna i przereklamowana komedia romantyczna, która jednak czasami się zdarza, ale farciarzom lecz nasz prawdziwy świat to ciągła "szkoła przetrwania" i żaden pieprzony książę nie klęknie na kolano i wyśpiewa serenadę.


Powiedz coś, bo rezygnuję z Ciebie

Będę tym jedynym, jeśli tego zechcesz
Gdziekolwiek, podążałbym za tobą
Powiedz coś, bo rezygnuję z Ciebie

I czuję się taki mały
Nic z tego nie rozumiem
I nic już nie wiem

I potknę się i upadnę
Wciąż uczę się kochać
Zaczynam dopiero raczkować

Wyglądam przez okno i widzę Austina stojącego po środku wysypanego płatkami róż serca na środku ulicy. Samochody stoją w korkach. Ludzie wysiadają i patrzą na niego. A on stoi i śpiewa tylko dla mnie. Rozpina swoją koszule i widzę kolejne serce... narysowane SZMINKĄ?? Łzy kolejny raz zaczynają lecieć kiedy widzę napis "My heart is yours. For long time. I'm sorry babe."


Powiedz coś, bo rezygnuję z Ciebie
I przepraszam, że nie mogłem do Ciebie dotrzeć
Gdziekolwiek, podążałbym za tobą
Powiedz coś, bo rezygnuję z Ciebie

I schowam swoją dumę do kieszeni
Jesteś jedyną, którą kocham
I mówię "żegnaj"

Powiedz coś, bo rezygnuję z Ciebie
I przepraszam, że nie mogłem do Ciebie dotrzeć
I gdziekolwiek, podążałbym za tobą

Powiedz coś, bo rezygnuję z Ciebie
Powiedz coś, bo rezygnuję z Ciebie
Powiedz coś. 

Schodzę w pośpiechu na dół. Kiedy otwieram drzwi lecą na mnie płatki róż. Podchodzi do mnie Dez w garniturze i chwyta mnie za dłoń, z nieba zsuwa się na linie prześliczna ławeczka, a na niej bukiet białych róż.
- Wiedz, że będziemy siedzieć na tej ławce tak długo, aż mi nie wybaczysz. Spójrz ile ludzi liczy na Twoją łaskę... ale najbardziej ja. - mówi mi Austin głosem drżącym od emocji.
- Skąd wiesz, że w ogóle usiądę? - pytam szlochając. Nim się orientuje ląduje na jego kolanach z kajdankami na nadgarstku przypiętymi do jego własnego.
- Stąd. - uśmiecha się.
- Czego ode mnie oczekujesz? - pytam pewnie, ale mój głos brzmi żałośnie.
- Na początek, że zamkniesz swoje słodkie usteczka i mnie wysłuchasz. - prycha. 
- Dobrze. - kapituluję. 
- Słuchaj ja wiem, że nawaliłem i to nie pierwszy raz, ale coś zrozumiałem. Nie można oszukać głosu serca. Choćbym nie wiem jak się starał nie umiem inaczej. Moje serce należy do Ciebie. Właściwie od zawsze. Ja wiem, że zrozumiałem to za późno, ale lepiej późno niż wcale. Za każdym razem kiedy mnie całujesz to jak dotyk anielskich skrzydeł, każdy Twój najmniejszy dotyk przyprawia mnie o gęsią skórkę, a serce trzepocze. I kiedy na Ciebie patrze, Boże jesteś taka piękna i delikatna, chcę Cię bronić przed wszelkim złem tego świata. Nie chcę widzieć Twoich łez, a każde cierpienie chciałbym przejąć na siebie. Od teraz pragnę widzieć Twój olśniewający uśmiech, słyszeć Twój perlisty śmiech, tonąć w Twoim aksamitnym głosie. Kochanie, nasza miłość jest piosenką, my jesteśmy piosenką... Ty jesteś piosenką. Moją własną. Wybacz mi. Wiem, że to tylko słowa... - skończył ciężko oddychając. Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Zatopiłam się w jego ustach i już nic się nie liczyło.
- To aż słowa Austin, czasami mają większą wagę od pustych podarunków, a w połączeniu z czynami są cenniejsze od złota. - znów go pocałowałam. I stało się -  ja siedząca w samej koszuli, opuchnięta od płaczu, całująca chłopaka wymazanego czerwoną szminką na środku ulicy. Nagle byliśmy sami. Nasze języki szalały w namiętnym tańcu, dłonie Austina błądziły po moim ciele, palce muskały udo. Moon przyparł mnie do siebie, moje wylewające się zza dekoltu piersi rozgniotły się na jego nagim torsie i poczułam to...Jego erekcję. Otrzeźwił nas dźwięk klaksonu. O mało co nie urządziliśmy live porno na środku ulicy. 

* Kilka godzin później *
- Gotowa? - zapytał blondyn. 
- Jak nigdy. - nasza pierwsza oficjalna randka. Teraz już musi być dobrze. Prawda? Zawsze chciałam mieć randkę jak z bajki. Niesamowite, że zmieniło się wszystko. Nie ważne co robimy, lecz z kim. Właśnie zmierzamy do studia muzycznego. Mamy zamiar nagrać jedną z nowych piosenek. Duet. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Człowiek jest szczęśliwy wtedy,
kiedy nie ugania się za szczęściem
jak za motylem,
lecz jest wdzięczny za wszystko,
co dostaje.
Jeśli poszukuje szczęścia
zbyt daleko,
to ma sytuację podobną jak z okularami.
Nie widzi ich,
a ma je przecież na nosie.
Tak blisko!
Jakże możemy być kiedykolwiek szczęśliwi,
jeżeli zawsze wszystkiego
oczekujemy od innych?
Bóg dał każdemu człowieku coś,
czym potrafi innych uszczęśliwić!

piątek, 14 lutego 2014

XIII - "Chłopczyk stał się mężczyzną."

- Tak. Na pewno sobie  nią poradzę Dallas. Jeszcze raz jak to było? - zapytałem byłego przyjaciela.
- No szłem do biblioteky i dostrzegłem kawałek koszuli. Pomyślałem, że to menel i chciałem go wywalić za fraki co nie, no ale się zdziwiłem jak usłyszałem "Na traaaaawniku, ale przy ściekoooowniku ale, siedzi Mooon ale, cały w szpiku." Zacząłem się tak śmiać co nie, i ją stamtąd wyciągnąłem. Później jak zaczęła swą drugą balladę, która szła tak " Czy normalny Moon z Miami w krzakach sonie konia wali, ale owszem czemu nie jełopowi też należy się, czy normalne blondasek farbowany może zostać obesrany? Ależ owszem czemu nie? Łamaczowi serc należy się" nie wytrzymałem i zadzwoniłem po Kirę, a ona po Ciebie.
-Aha? - nie dowierzałem. - To my się zbieramy, Cześć i dzięki. - pożegnałem się i wyszedłem przed dom.Byłem załamany stanem Allyson. Bez ogródek wziąłem ją na ręce i zacząłem iść w stronę mojego domu. To raczej jasne, że nie postawiłbym jej w takim stanie, a pojawienie się z nią w takim stanie u niej w domu groziło mi śmiercią natychmiastową i bolesną. Jeszcze nie wymyśliłem jak wytłumaczę ten stan moim rodzicom i co powiem jej tacie gdy ta zatrzyma się u mnie na noc. Oczywiście zdarzało się to wcześniej ale nie sądzę, że Lester odpuści, przecież jego córka 2 godziny temu mnie zwyzywała i wybiegła z płaczem, a teraz miałaby zrobić sobie ze mną nocowanko? Mało wiarygodne. Myślałbym tak pewnie w nieskończoność ale przerwał mi mocny uścisk na moich pośladkach i słowa:
- Mraśną masz dupę kociaku.
- Boże, Ally coś Ty ze sobą zrobiła. - załamałbym ręce, gdybym jej nie trzymał. 
- Seksiaku, pocałuj mnie! - dała mi klapsa w tyłek. 
- Dawson, Dawson co z Ciebie wyrośnie. - mówiłem pod nosem.
- Ej postaw mnie! - krzyknęła urażona dziewczyna.
- Daj spokój, nie utrzymasz się na nogach. - zaprotestowałem.
- Postaw! - z każdym moim krokiem brązowooka bardziej się irytowała.
- Nie! - podrzuciłem ją, chcąc poprawić pozycję w jakiej się znajdowała. Mówiąc krótko wisiała przewieszona prze me ramię.
- POSTAW MNIE! - zaczęła wrzeszczeć i bić mnie pięściami po plecach.
- Dobra. - warknął wyprowadzony już z równowagi. Przyjaciółka lekko kiwając się stanęła na nogach.
- WITAJ ŚWIECIE! - wydarła się na cała ulicę. - Żegnaj świecie. - zaczęła upadać więc szybko ją złapałem.
- Puść mnie! - znowu się zaczęło. Jak czegoś nie wymyślę to ona się wypier*doli, a ja zwariuję.
- O patrz! Ławka. Siądziemy sobie. - mówiłem jak do małego dziecka. Ona oczywiście miała to gdzieś i oparła się o mur. Pijana Ally jest bardziej irytująca od Deza i Trish razem wzięci. 
- To wszystko Twoja wina! - oho znowu zacznie mi wyrzucać - Ty, Ty pieprzony dupku Ty! Egoista bez uczuć! Pan nie mam uczuć więc zabawie się innymi! Czy to, że ktoś Cię kocha nic dla Ciebie nie zna... - już chciała odchodzić ale przerwałem jej pocałunkiem. 
- Znaczy, a szczególnie, że to ktoś taki jak Ty. Też Cię kocham więc zamknij te swoje ponętne usteczka i idziemy do mnie. - wysyczałem tuż przy jej twarzy. Chyba poskutkowało. Mało tego chyba się wystraszyła. Reszta drogi minęła nawet spokojnie. Kiedy doszliśmy pod mój dom ogarnął mnie strach. Zapukałem pełen niepewności. Otworzyła mi zadowolona mama, kiedy jednak mnie zobaczyła uśmiech z jej twarzy zniknął.
- O mój boże! - krzyknęła załamana. - Zanieś ją do siebie i do mnie! 
- Dobrze tylko nie dzwoń do Lestera! - błagałem.
- Spokojnie nie mam zamiaru. Tylko szybko! - ponaglała mnie więc wbiegłem po schodach i położyłem uchachaną brunetkę na łóżku. Gdy znalazłem się na dole zastałem mamę ze ścierą. Z piskiem pięcioletniej dziewczynki zacząłem uciekać po domu. Kilka razy oberwało mi się nawet dość mocno. Kiedy oboje byliśmy już zmęczeni opadliśmy na kanapę.
- Woda gazowana, duużo cytryny, ewentualnie do tego aspiryna. - powiedziała wstając.
- Co? - mało inteligentna blondi ze mnie.
- Tak ją otrzeźwisz. - kobieta pacnęła się w czoło. Szybko wynalazłem potrzebne mi rzeczy i pognałem do góry. To co tam zastałem zwaliło mnie z nóg. Allyson rozpięła pierwsze trzy guziki koszuli ukazując tym samym czarny stanik, a żeby już totalnie mnie rozwalić potargała włosy. 
- Kurna. - jedynie to udało mi się z siebie wydobyć. Chciałem podejść do brunetki i okryć ją kocem. Cóż, nie za bardzo mi to wyszło. Zostałem przyciśnięty do łóżka, co w normalnych okolicznościach by mi się podobało. Brunetka usiadła na mnie okrakiem i zaczęła całować. Kogo ja oszukuję? Podobało mi się jak diabli, ale wiedziałem, że to jest złe. Kiedy ta przytrzymała moje nadgarstki uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Zdałem sobie sprawę jak poważna jest sytuacja, gdy ta drobniutka kobieta rozpoczęła rozbieranie mnie. Dobra, trzeba zachować się odpowiedzialnie, jak prawdziwy mężczyzna. Zawalczę o swoje i się jej sprzeciwstawię się jej. Sam. Tak.Teraz i tu. W tym momencie. 
- Maaamooo! - wydarłem się żałośnie.
- Co się dzie... Oł. - zdaję sobie sprawę jak to musiało wyglądać.
- Zrób coś, a nie patrzysz się jak na krowę. - oburzyłem się.
- Allyson skarbie napij się wody, co? - moja rodzicielka umiejętnie ściągnęła ze mnie brunetkę.
- Ziekhujyae. - wymamrotała Dawson. Już po pierwszym łyku zrobiła się zielona i wybiegła. Nic nie mówiąc podążyłem za nią. I tak o to trafiliśmy do toalety, a moja przyjaciółka sterczała nad muszlą toaletową. Ja będąc wielkoduszny chwyciłem jej włosy i starałem się nie zwracać uwagi na niezbyt przyjemny zapach i mało apetyczne odgłosy. Po długim i męczącym wyczekiwaniu  dziewczyna skończyła i umyłem jej buzie oraz wlałem w nią płyn do płukania ust. Całe szczęście, że go wypluła. Chwilę później już spała w mych ramionach. Odniosłem ją z  powrotem do mojego królestwa, ułożyłem na łóżku i okryłem kocem. Kiedy upewniłem się, że już śpi, kleknąłem przy łóżku i delikatnie muskałem wierzchem dłoni jej aksamitny, zaróżowiony polik.
- Przepraszam kruszynko, przepraszam, że jestem takim idiotą. Nie wiesz jaki szczęśliwy jestem, że to mnie obdarzyłaś tak wyjątkowym uczuciem jakim jest miłość. Chciałbym dać Ci tak wiele, pokazać, że jesteś całym moim światem, a zamiast tego co robię? Ranię Cię. Jesteś wyjątkowa, powinienem Ci to udowodnić, a nie wywoływać u Ciebie łzy. Twoje oczy, wystarczy, że w nie spojrzę, a już widzę tą głębie, która porywa mnie w podróż po Twojej duszy. Twoje usta, które jednym pocałunkiem potrafią naprawić zło tego świata. Twój dotyk, który wywołuje u mnie dreszcze, a jednocześnie koi moje zmysły. Twój głos, który jest dla mnie ja melodia, za którą muszę podążać aby trafić do prywatnego raju. Działasz na mnie w taki sposób, że chcę ogłosić całemu światu jakim cudem Bóg mnie obdarzył, jesteś moim lekiem na każde zło, światłem w tunelu, nadzieją na lepsze jutro. Jesteś moim sercem, bez którego żyć się nie da. Pomiędzy każdym biciem serca, oddechem, mrugnięciem oka jesteś Ty. Każdego wieczoru jesteś mą kołysanką, każdej nocy jesteś mym słodkim snem, każdego ranka jesteś mym promykiem słońca, każdego dnia jesteś mym marzeniem. Kiedy pada deszcz jesteś każdą kroplą, która mnie orzeźwia. Jeśli dasz mi jeszcze jedną szansę obiecuję, że nie schrzanię tego. Jeśli tak się stanie pozwolę Ci odejść i być szczęśliwą, ale pamiętaj jeśli pozwolę  Ci odejść będzie to adekwatne do stracenia Cię, a jeśli Cię stracę to nie mam po co żyć. - pocałowałem delikatnie jej usta, nos, polik, czoło, a na koniec dłoń. Po raz pierwszy w życiu dałem upust moim słowom tak otwarcie. Tchnięty wyznaniami sięgnąłem po kartkę i przelałem energię i emocje na papier. 

Jesteś moim sercem, jesteś moją duszą,
 Będę ją trzymał jaśniejąc, gdziekolwiek pójdę. 
Jesteś moim sercem, jesteś moją duszą, 
Zatrzymam Cię na zawsze, zostanę z Tobą. 

Jesteś moim sercem, jesteś moją duszą, 
Tak, czuję, że nasza miłość rośnie. 
Jesteś moim sercem, jesteś moją duszą, 
To jedyna rzecz, którą wiem na pewno.

Gotowy tekst zgiąłem w perfekcyjny kwadracik i włożyłem do biustonosza ukochanej.
- To było, wow. - usłyszałem za sobą męski głos. Odwróciłem się speszony i ujrzałem Lestera i mojego tatę.
- Co prawda szedłem Ci nakopać, ale to mnie tak ujęło, że och Mike. - pan Dawson zaczął szlochać i wtulił się w koszulę mojego ojca. Ten tylko zrobił dziwaczną minę i powiedział:
- Jestem z Ciebie dumny. Taka miłość się nie zdarza. Chłopczyk stał się mężczyzną. Nie czekając na nic rzuciłem się na telefon i wykonałem pierwszy z trzech przewidzianych telefonów.

~~ 
- Halo Kira?
- Tak, co jest Austin?
- Przepraszam Cię, byłem idiotą.
- Ale o co chodzi.
- Jesteś wspaniałą dziewczyną, ale muszę...
- Musisz ze mną zerwać. Tak, wiem.
- Jestem pewien, że znajdziesz...
- Tego jedynego. Tak, wiem.
- Prawda jest taka, że kocham...
- Ally. Tak, wiem.
- Wow. Dobra jesteś.
- Nie, to Ty jesteś tępy.
~~
I tyle ją słyszałem. Kolejny telefon wykonałem do Deza.
~~
- Cześć stary!
- No siema. Co tam?
- Słuchaj stary, wkraczamy z planem PDŻ.
- PDŻ?! Aż tak? O stary już się robi. Ale kiedy.
- Jutro.
- AAAAA!
~~
Okej to było dziwne. Ostatni telefon muszę wykonać do Trish.
~~
- Jak śmiesz do mnie dzwonić TY JEŁOPIE!
- Spokojnie. Musisz mi pomóc!
- Nic nie muszę! Zraniłeś moją przyjaciółkę, nie wybaczę Ci te...
- 100 dolców?
- To co mam zrobić szefie?
- Wynajmij mi kawałek ulicy Mongomerego od nr.5 do 10 na 2 dni. Jutro i pojutrze.
- Przecież to koło...
- Tak wiem! Nie pytaj! 
- Ale po co Ci to?
~~ 
 - No właśnie po co Ci to? - zapytał/a...

****************
Witam z nowym rozdziałem! Pytania na dziś to :
1. Co oznacza skrót PDŻ (według Was)
2. Kto zapytał/a?
Uwaga pierwsze 3 osoby które udzielą poprawnie odpowiedzi na jedno z podanych wyżej pytań jako pierwsze przeczytają nowy rozdział (przedpremierowo) oraz dostaną 5 pytań dotyczące rozdziałów w przód. Mam nadzieje, że rozdział się podoba. Pozdrowionka ;)

sobota, 8 lutego 2014






http://www.youtube.com/watch?v=g51U5P8DBN0


http://www.youtube.com/watch?v=d8ga79Fujgk


http://www.youtube.com/watch?v=GKSkQ7wo5qw

sobota, 25 stycznia 2014

XII - " Czy można nazwać przyjaciółmi, dwoje ludzi, którzy wyznali sobie miłość? Którzy obdarowywali się pocałunkami? Którzy łamali zasady aby tylko móc być blisko siebie?"

- Tak. - nachyliłem się do pocałunku, ale coś do mnie dotarło...


*oczami Ally*
Austin był już tak blisko, sekundy dzieliły mnie od poczucia jego delikatnych, aksamitnych ust.
- Ally, nie możemy. - odsunął się ode mnie. - Po pierwsze Kira mieszka na przeciwko, po drugie czuję się okropnie. Dwie dziewczyny. Jedną z nich kocham, a mówię to obu. Obie całuje, obie przytulam. Ja nie jestem taki, ja nie mogę. - skończył, a mną zawładnęła złość.
- No tak Kira jest tu, Kira jest tam. Jeszcze mi powiedź, że to ninja... A obchodzi Cię to jak czuję się ja? Ciągłe udawanie, że nas nic nie łączy. Patrzenie na Was. Nie mogę publicznie okazywać uczuć! Nie mogę Cię pocałować, czy choćby złapać za rękę! Nigdy nie chciałam być kochanką, a tak właśnie się czuję! Nigdy nie będę niczyim drugim wyborem! -  Wyrzuciłam mu wszystko i wbiegłam do domu rudowłosego. Mogłabym przysiąc, że Trish spojrzała na mnie współczującym spojrzeniem, a Dez... A Dez to Dez. Nic nie robił. 
- Możesz nam, mi to wyjaśnić? - zapytała po chwili.
- Chciałabym, ale nie mogę. To n... - chciałam do kończyć, ale nie zdołałam. Zostałam brutalnie przyparta do ściany i obdarowana takim pocałunkiem. że dech mi zaparło. 
- To ja już chyba wszystko wiem. - odparł rudzielec jednocześnie przerywając nasz intymny moment. Cała nasza trójka obdarowałam go spojrzeniem wyrażającym drwinę.
- Co to miało być? - wydukałam łapiąc gwałtownie oddech. 

#Miesiąc później#
- To było coś w rodzaju " ŻEGNAJ " - powiedział blondyn i wyszedł. To wspomnienie wiruje w mojej głowie od tego pamiętnego dnia, dnia, w którym ponownie straciłam wszystko. Co było dalej? No raczej nie coś w stylu " Książe  zrozumiał, że kocha księżniczkę, pobrali się i żyli długo i szczęśliwie." Było, cóż wciąż jest wręcz odwrotnie. Austin Moon, mój przyjaciel, miłość, a potem wróg jest teraz moim koszmarem, słabością. Nigdy więcej nie pomyślę "gorzej już być nie może", bo może. Dzień w dzień sztuczne uśmiechy i przytulanki - nie sądzę, że Kira olałaby fakt, że tak nagle się unikamy - dlatego to wszystko udaje. Nikt nie widzi mych łez, kiedy ona i on całują się na moich oczach. Nikt nie widzi tego jak on ukradkiem spogląda na tą, której serce znów zostało złamane. Ta bajka, nie skończy się dobrze - nie dla mnie.  A teraz? Siedzę i śpiewam, bo to jedyna rzez, oprócz moich przyjaciół, którą kocham i nikt nie może mi odebrać. Siedzę przy pianinie i gram ostatni napisany przeze mnie hit Moon'a. Nagle słyszę jego głos:
[AUS] Each time the wind blows
 I hear your voice so 
I call your name
 Whispers at morning 
Our love is dawning 
Heaven's glad you came
 You know how I feel
This thing can't go wrong
 I'm so proud to say 
I love you 
Your love's got me high 
I long to get by
 This time is forever
 Love is the answer 
Zanim mój mózg zdąża to zarejestrować wchodzę w swoją kwestie:
[AL] I hear your voice now
 You are my choice now
 The love you bring 
Heaven's in my heart 
At your call I hear harps
 And angels sing 
You know how I feel
 This thing can't go wrong 
I can't live my life without you
[AUS] I just can't hold on
[AL] I feel we belong
[AUS] My life ain't worth living
 If I can't be with you
[A&A] I just can't stop loving you 
I just can't stop loving you 
And if I stop 
Then tell me just what will 
I do
[AL] 'Cause I just can't stop loving you 
[AUS] At night when the stars shine
 I pray in you I'll find A love so true
[AL] When morning awakes me
 Will you come and take me
 I'll wait for you
 [AUS] You know how
 I feel I won't stop until
 I hear your voice saying
 "I do" 
[AL] (I do) 
This thing can't go wrong 
[AUS] This feeling's so strong 
[A&A] Well, my life ain't worth living 
If I can't be with you
I just can't stop loving you 
I just can't stop loving you 
And if I stop 
Then tell me just what will I do 
[AUS] I just can't stop loving you
[ALL] We can change all the world tomorrow 
[AUS] We can sing songs of yesterday
[AL] I can say, hey... farewell to sorrow 
[AUS] This is my life and I 
[A&A] Want to see you for always
 I just can't stop loving you 
[AL] No, baby
[AUS] Oh! 
[A&A] I just can't stop loving you
 [AL] And if I can't stop! 
[A&A] And if I stop 
[AL] No! 
[AUS] Oh! Oh! Oh... Oh... 
[AL] What will I do? Uh... Ooh... 
(Then tell me just what will I do) 
[A&A] I just can't stop loving you
[AUS] Hee! Hee! Hee! Know I do girl!
[A&A] I just can't stop loving you
[AUS] You know I do And if I stop 
[A&A] Then tell me just what will I do

- Ja po prostu nie umiem przestać Cię kochać. - wyznaje, a ja wstaje. Wydaje mi się, że na coś czeka.
- I co? Myślisz, że zaśpiewamy sobie pioseneczkę i wszystko będzie okej? Że rzucę Ci się na szyję? - wyrzucam z siebie słowa jak maszyna.
- Jesteście przyjaciółmi, to nic nie znaczyło. - odzywa się ktoś za nami, a ja odwracam się aby spojrzeć kto to. Daną osobą okazuje się mama blondaska.
- Nie, nie jesteśmy. - odpowiadam.
- Nie? - dziwi się młody Moon.
- Po pierwsze musi pani wiedzieć, że ta piosenka... jest o nas. - zwracam się do kobiety, a ona siada z wrażenia. - Czy można nazwać przyjaciółmi, dwoje ludzi, którzy wyznali sobie miłość? Którzy obdarowywali się pocałunkami? Którzy łamali zasady aby tylko móc być blisko siebie? - pytam ze łzami w oczach, a moi towarzysze kiwają głowami na nie.
- To kim jesteśmy/ jesteście? -  oboje wyrywają się z pytaniem.
- Przegranymi. Przegranymi w walce o miłość. - mówiąc to patrze w ścianę po czym odwracam się w stronę brązowookiego. -  Ja dziewczyna, która musi udawać, że nic się nie stało i ty, ten, który stchórzył i uciekł do innej zostawiając mnie po najlepszym pocałunku mojego życia z wielkim znakiem zapytania. Musiałam zgadywać co będzie dalej. Więc już wiemy. Nie ma nas, ani jako para, ani jako przyjaciele, a nawet jako wrogowie. Tamtego dnia, kiedy wyszedłeś straciłam swój świat, swoje światełko w tunelu. Dla mnie już nie istniejesz. - kończę ze łzami w oczach, za nim wychodzę widzę, że mój monolog słyszeli także Dez, Trish oraz mój ojciec. W oczach wszystkich widzę to samo - ból przykryty łzami. Wybiegam stamtąd  i jedyne co mi przychodzi do głowy to to, że muszę się opić. Wchodzę więc do sklepu, kupuję 07 i biorę pierwszy łyk. Zmierzam w nieznanym kierunku i najgorsze jest to, że nie obchodzi mnie to co będzie jutro. 

*Oczami Austina*
- Wiedzieliście o tym? - pyta mama moich przyjaciół.
- My... Tak. - spuszcza głowę Trish.
- Nie chcieliśmy się mieszać. - wyznaje Dez.
- I co dobrze to wyszło? - tym razem odzywa się Lester.
- Dajcie im spokój. To moja wina. - zwracam się do starszych, a oni kiwają groźnie głowami na tak. - Idźcie już. I jakby dzwoniła to dajcie znać. - instruuje rudzielca i hiszpankę.
- Masz nam coś do powiedzenia? - zaczyna moja rodzicielka kiedy zostajemy sami - myślałam, że lepiej Cię z ojcem wychowaliśmy. Myślałam, że na prawdę Ci n niej zależy.
- Bo zależy. Ja ją... Ja... Kocham... Mamo. Ja ją... Ja ją kocham. - dukam na co ojciec mojej przyjaciółki <?> prycha.
- Coś w dziwny sposób to okazujesz. - mrozi mnie spojrzeniem. Przecież wiesz jaka od wyjazdu Penny jest wrażliwa.
- Wiem. Ale to nie tak. Kira, ona ją szantażowała. Ja chodzę z nią po to aby jakieś nagranie nie ujrzało dnia dziennego. Wiedziałem jak jej na tym zależy. - odpowiadam całkiem szczerze.
- Czyli, nawet nie wiesz co jest na tym nagraniu? - kobieta strzela tak zwanego "facepalma".
- No nie, a co? - podnoszę wzrok, nie udając, że jestem zaciekawiony.
- Kiedy, tak sądzę, podsłuchałeś ten szantaż to wiedziałeś o uczuciach jakimi darzy Cię Ally? - pyta mężczyzna.
- Nie? - odpowiadam pytaniem.
- Matole! - no ładnie mnie własna matka nazywa - Na tym nagraniu Allyson przyznaje się do  uczuć jakimi Cię darzy, nie bała się, że ktoś to zobaczy tylko, obawiała się Twoje reakcji! - nagle poczułem się jak największy idiota świata. Ba, ja nim jestem.
- Wiedzieliście o tym, że ona coś do mnie czuję? - krzyknąłem na cały sklep.
- Mhm! - usłyszałem od wszystkich tutaj obecnych, a moi "wykładowcy życia" pokiwali twierdząco głowami.
- Od jak dawna? - pytam zrezygnowany.
- Od 2 lat. - odpowiadają jednocześnie. Nie czekając na nic wybiegam szukać miłości mojego życia. I choć wiem, że nie będzie łatwo muszę ją odzyskać. +drrrrryń+ Daje o sobie znać mój telefon. Jestem zdziwiony widząc kto do mnie dzwoni.
~~ Co jest Dallas? - pytam.
     To ja - Kira. Pokłóciłeś się z Ally? 
     Tak, ale skąd Ty to wiesz i co robisz u Dallasa?
     Zadzwonił po mnie. Musisz tu przyjechać, TERAZ!
     Dobrze, ale powiesz mi co się stało?
     Nie wiemy co mamy robić, ten pacan znalazł Allyson całkiem zalaną - leżała u niego w żywopłocie. Jestem przerażona, w życiu nie widziałam jej w takim stanie. Coś Ty jej zrobił? ~~
Nie odpowiedziałem tylko pognałem w stronę domu byłego przyjaciela. Cholera dlaczego za nią nie pobiegłem? A pytanie powinno brzmieć jak ja mogłem do tego dopuścić? Co ja sobie myślałem. Czy jest jeszcze dla nas szansa? 
 Just give me a reason,

Just a little bit’s enough,
Just a second, we’re not broken, just bent 
And we can learn to love again
I never stopped
You're still written in the scars on my heart
You’re not broken, just bent 
And we can learn to love again.

sobota, 7 grudnia 2013

XI - "To nie tak jak myślisz... kotku."

Kira!
- Austy, co tu się dzieje? - zapytała dziewczyna, a ja oderwałem się od Ally. Chciałem coś powiedzieć, ale nie wiedziałem co.  Z jednej strony byłem załamany bo muszę być z Kirą dla Ally, a z drugiej ten pocałunek rozpalił moje serce. Nowy żar rozlał się po moim ciele, ożywiając każdą komórkę mojego ciała od nowa. Nasz drugi pocałunek... To tak cudownie brzmi...
- Myślałam, że jesteśmy razem, że ta randka dla ciebie coś znaczy... A ty na nią nie przyszedłeś... - Starr wrzeszczała tak, że chyba całe Miami ją słyszało.
- Słuchaj, Allyson miała cię... - próbowałem się tłumaczyć, ale przerwała mi Dawson:
- Razem? - zapytała bardziej siebie niż nas. Delikatnie przejechała opuszkami palców po swoich ustach i bez słowa wybiegła z pokoju. Znowu mi to robi - ucieka. Nic nie mówiąc trąciłem oszołomioną dziewczynę i pognałem za przyjaciółką. Przemierzałem ulice starając się odnaleźć brunetkę. Nie było to łatwe, gdyż każda mijająca mnie dziewczyna w mojej głowie zmieniała się w moją ukochaną. 

*oczami Ally*
Zatrzymałam się za drzewem, oparłam się o nie i zaczęłam rozmyślać. Co się ze mną dzieje? Ten pocałunek nie powinien był mieć miejsca. Przyjaźń z Austinem, spróbuję opisać jak wygląda i zawsze wyglądała.
( Allyson, dziewczyna potrafiąca kochać jak mało kto, która mogąc mieć wszystkich chciała tylko jednego. Była dla niego wsparciem w każdej sytuacji, zawsze mu pomagała. Przeżyli razem na prawdę wiele pięknych chwil. Chciała go ochronić od wszelakiego zła. Liczyła, że coś ich łączy... Tym czasem on, zakochiwał się w dziewczynach nie wartych jego uczucia, w dziewczynach, które go raniły. Zakochiwał się w każdej tylko nie w jednej. To ona siedziała po nocach tuląc go do swej piersi i gładząc po głowie, mówiąc, że jest wspaniałym facetem, a one nie wiedzą co tracą. Zawsze powtarzała mu, że jest na świecie dziewczyna, która obróci jego świat do góry nogami, która sprawi, że miłość wypełni jego każdy cal. Oczywiście miała na myśli siebie, ale on tego nie wiedział. Żadna dziewczyna dla niej nie była odpowiednią kandydatką dla jej przyjaciela. Każdy pocałunek z inną na jej oczach bolał. A , on nie dostrzegał, że cały jego światy jest tak blisko. Szukał daleko, mając ją pod nosem. Często zachowywali się jak para, i często byli za nią brani. Kiedy dziewczyna zaczęła wierzyć, że coś po między nimi może być, że blondyn może ją pokochać on ją zostawił... I tak straciła nadzieje na to, że kiedykolwiek dozna szczęścia, na to, że może być dla niego kimś więcej niż przyjaciółką.) 
 - Czy aby na pewno? - zapytał ktoś za mną. Chciałam się obrócić, ale bałam się tego kogo tam zobaczę. 
- Na pewno, co? - zapytałam ocierając oczy.
- Myślałaś na głoś. - odpowiedział chłopak. I spełnił się mój koszmar. Tuż za mną stał Austin i wszystko słyszał.
- Ja... - chciała coś powiedzieć, ale Moon mi przerwał:
- To nie tak jak myślisz... Dlaczego przez tyle lat  nic mi nie powiedziałaś? Wszystko mogło wyglądać inaczej... - wyszeptał i zsunął się po pniu, po czym usiadł na ziemi. Zrobiłam to samo.
- Nie chciałam Cię stracić, a i tak to zrobiłam. Bałam się, że gdybym Ci powiedziała, że Cię kochałam to zniszczyło by naszą przyjaźń. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Jezu... To nie tak. To Ty byłaś zawsze kimś więcej. Ja i moje "dziewczyny" były formą ucieczki od tego uczucia, choć nie byłem tego świadomy. Kiedy doszło do mnie, że Cię kocham postanowiłem odejść. Robiłem wszystko, żebyś mnie znienawidziła i żebym zapomniał o tym uczuciu. Gdybym wtedy wiedział... - głos mu się złamał, a moja twarz pokryła się łzami. To było dość jak na jeden dzień. Marzyłam tylko o tym żeby gdzieś zniknąć. Chciałam się ugryźć w język ale nie zdążyłam:
- To jest Twój sposób? Zamiast być przy mnie, i czekać na powiedzenie mi prawdy, Ty postanowiłeś zrobić takie coś? Uciec, zniknąć, znienawidzić, zranić. Tchórz, pieprzony tchórz. Ja chciałam Ci to tego dnia powiedzieć... Może i też się bałam, ale nie chciałam uciekać. Nigdy nie myślałam o czymś takim. - wstałam i nic nie mówiąc po prostu zaczęłam odchodzić.
- Stój! - krzyknął.
- Chyba już wszystko wiemy, nie? - zapytałam.
- Nie. Kochasz mnie... Nadal? - zapytał, a je delikatnie odwróciłam wzrok.
- Nie. - powiedziałam chłopak prawie niezauważalnie uśmiechnął się. Przyciągnął mnie do siebie trochę bliżej, chwycił mnie za podbródek i podniósł głowę tak abym spojrzała w jego oczy.
- Kochasz mnie? - ponowił pytanie.
- Nie. - przybliżył mnie już maksymalnie.
- Kochasz mnie? - był tak blisko mnie, że jego słowa wypowiedziane szeptem odbiły się od moich ust, a powietrze przez niego wydmuchiwane wywołało na mojej twarzy gęsią skórkę.
- Nie... - złączył nasze usta w delikatnym pocałunku. Po 5 sekundach oderwał się ode mnie. Czułam niedosyt, pustkę.
- Skoro nie... - wydyszał. Tym razem to ja go pocałowałam.

# DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ #  *Oczami Austina*

- No i rozumiecie? - pytała nas Trish. Ja, ona, Dez i Ally byliśmy na przyjacielskim wieczorku u rudowłosego. Patricia właśnie opowiadała nam kłótnie z rodzicami.
- Ej to co teraz robimy? - zapytała De La Rosa. 
- Może pytania?- zasugerowałem. Wszyscy się zgodzili i zaczęliśmy grać. Pierwsze pytanie Traszka skierowała do Ally.
- Całowałaś się już kiedyś? - zakrztusiłem się, ale na szczęście nikt tego nie zauważył.
- Tak. - odpowiedziała luźno. Hiszpankę zatkało, a Dez zmierzył mnie wzrokiem.
- Od kiedy podoba Ci się Trish? - Allyson zawstydziła tym pytaniem Deza.
- Nie podoba mi się to coś. - zaśmiał się za co dostał w bok od brązowookiej, - Austin od kiedy jesteś z Kirą? 
- Hmm, jakoś od dwóch tygodni. - uśmiechnąłem się. - Trish, jaka jest ostatnia rzecz, którą usłyszałaś od Ally? 
- Myślę, że było to " Tak umiem tańczyć ". - odpowiedziała, a mi przed oczami stanęła mi pewna scenka.
- Nie wierzę! - rzucił, jakby to było wyzwanie. - Austin zatańczcie razem! - dodał. Już po chwili rozbrzmiała piosenka idealna do wolnego. 
- Mogę prosić, moją najukochańszą przyjaciółkę? - zapytałem, a dziewczyna podała mi dłoń. Ciężko jest mi udawać, że nic się nie stało. Ale wierzę, że kiedyś będziemy razem. Wiara czyni cuda, prawda? Nim się spostrzegłem, piosenka się skończyła. 
- Słuchajcie ja muszę na chwilę wyjść, trochę boli mnie głowa. - powiedziała Dawson i wyszła.
- Ej może niech któryś z was z nią idzie? - zapytała Trish, która poszła do kuchni zrobić kanapki. 
- Dez? - zapytałem.
- Mogę, ale jesteś pewien stary? - odpowiedział i zaczął dziwnie tańczyć. 
- Nie. Ja pójdę. - zdecydowałem i udałem się w stronę drzwi. Dziewczyna stała oparta o ścianę domu i patrzyła na gwiazdy. 
- Co jest? - zapytałem stając przed nią.
- Nic. Po prostu... - zaczęła.
- Wiem, że jest ciężko Ally, ale wiem, że sobie z tym poradzisz. - powiedziałem. Miałem ochotę ją pocałować.
- Bo mam  przyjaciół? - zapytała.
- Tak. Bo masz mnie, swojego BFF. - zaszczebiotałem niczym plastik. Zaśmiała się ale po chwili spoważniała.
- Czy nas można nazywać jeszcze przyjaciółmi? - posmutniała.
- Tak. - nachyliłem się do pocałunku, ale coś do mnie dotarło... 

*********************
No hej! Przepraszam za nieobecność, ale dużo 
się u mnie ostatnio dzieje. Mam nadzieje, że Wam się spodoba. Pozdrawiam!
~Bella

sobota, 2 listopada 2013

Przepraszam Was bardzo...

Przepraszam Was bardzo za ostatnie zaniedbanie, ale dużo się u mnie dzieje... A z Martyną nie mam kontaktu, ogólnie się nie dogadujemy... Mnie boli jej mały wkład w bloga, dlatego podjęłam decyzję... SZUKAM NOWEJ AUTORKI BLOGA. Jeśli, któraś z was chętna jest mi pomagać to piszcie w komach... A Martynkę z przykrością muszę pożegnać...
                                                                                                                   Belle

poniedziałek, 14 października 2013

Akcja! - Damy radę? Tak, damy radę!

" W środę (16.10) o godzinie 18.00 na twitterze odbędzie się akacja #R5ComeToPoland. Musimy się sprężać, bo 23 października mają być wybrane państwa do trasy koncertowej w przyszłym roku, a my MUSIMY być wśród nich! Proszę, zachęcacie innych do tego spamu, podawajcie dalej, piszcie o tej akcji na tt albo blogach, SPAMUJCIE. Akcja musi się udać, to jest nasza szansa! Do dzieła! Liczę na was #R5family !"

******* Udowodnijmy światu, że #r5family najlepszą rodziną na świecie, ściągnijmy ich tutaj i spełnijmy nasze marzenia!*******
                                                                                          ~~Bella~~

niedziela, 13 października 2013

X - "Pocałunek wymyślili mężczyźni, aby kobiecie nareszcie usta zamknąć. "

....Ally. Szczerze? Na prawdę byłem zaskoczony. Bez wahania i jakiegokolwiek słowa wpuściłem dziewczynę do środka. Brunetka bardzo się trzęsła, a ja nie wiedziałem co zrobić. Pokazałem jej ręką żeby usiadła na kanapie, ona to wykonała. Usiadłem zaraz obok niej i okryłem ją swoją bluzą.
- Ally? Co się stało!? -  zapytałem z przerażeniem. Wprawdzie jeszcze nadal byłem bardzo zaskoczony i jak na razie to nie mijało. Brązowooka zaczęła szybciej oddychać. Widać było że czegoś się boi, tylko czego?
- Ally...- zacząłem ponownie - powiedź o co chodzi...co się stało?
Dziewczyna delikatnie zamknęła oczy, po czym wzięła głęboki wdech i zaczęła mówić. Jednak to nie była zwykła rozmowa. Była cała rostrzęsiona i mówiła sylabami, tak jak by nie mogła...Tak jak by coś ją zrzerało od środka...
- Twoja była paczka, Eliot, randka, podstęp... wszystko! - wybuchła, a ja mimo, że nie powiedziała nic konkretnego zrozumiałem wszystko.
- Wejdź... Pamiętasz jeszcze gdzie znajduje się mój pokój...? - zapytałem, a brunetka ze spuszczoną głową pognała na schody. Ja natomiast poszedłem do kuchni, ugotowałem mleko i zrobiłem kakao i  udałem się na górę. Po drodze zahaczyłem o pokój rodziców zabierając koc i prosząc, aby nam nie przeszkadzali.
- Jestem. - oznajmiłem wchodząc do swojej sypialni.
- Co tt-oo? - zapytała jeszcze cicho chlipiąc..
- To co tygryski lubią najbardziej... Kakałko, kocycek, i psystojniak raz, zapewne dla pani. - starałem się ją rozweselić... I udało mi się.
- Wiesz jak mi tego brakowało... - powiedziała cicho. "A wiesz jak mi?" - zapytałem w myślach.
- Jeszcze raz Cię przepraszam... - wyszeptałem i szczelnie obwinąłem ją kocem, po czym podałem kubek z ciepłym napojem.
- Jednego nie rozumiem... Raz czuły, raz zły... Dlaczego? - spytała.
- Kryzys. - odpowiedziałem głośno, w głowie powtarzając "miłość, a raczej strach przed nią".
- Jaasne. To co oglądamy?
- Step up 4... Ta laska tańczy świetnie... - rozmarzyłem się.
- Taak? A wiesz co robiłam podczas naszej "rozłąki"? - zrobiła cudzysłów w powietrzu.
- Nie mam pojęcia, zaskocz mnie. - zaśmiałem się. Brązowooka zaśmiała się i zaczęła przesuwać stolik oraz pufy, robiąc na środku pokoju dość sporo miejsca.
- Wstawaj przystojniaku. - zakpiła i ustawił mnie na środku pokoju. Ściągnęła z siebie koszule i stanęła przede mną w dżinsowych spodenkach i białej bokserce. Nie uwierzycie... Moja szara myszka nauczyła się tańczyć... i to jak! Odwaliliśmy taki układ. Staliśmy bardzo blisko siebie, a nasze oddechy były przyśpieszone. Nagle usłyszeliśmy oklaski, odwróciłem się i zobaczyłem mamę... Momentalnie na moją twarz wkradł się rumieniec.
- Austy, dzwoniła Kira... Potwierdziła randkę. - oznajmiła rodzicielka i ze zmieszaną, ale zadowoloną miną opuściła moje królestwo.
- Gratuluję. - Ally usiadła, a mi zrobiło się głupio.
- Wiesz, to fajna dziewczyna... - tłumaczyłem się.
- I taka "grzeczna i miła" co? - nie dowierzała.
- Ally... - "robię to dla Ciebie".
- Co Ally? Zresztą to Twoje życie. - zrezygnowana usiadła.
- Nie gniewaj się... To zawsze Ty będziesz moim numerem jeden. - przytuliłem ją... Szkoda, że nie wie, że to nie żart, ani przenośnia.
- Heh, no to co robimy? - zapytała.
- Prawda i wyzwanie?
- We dwójkę? - zdziwiła się.
- Będzie ciekawiej - uśmiechnąłem się chytrze. Usiedliśmy na dywanie a pomiędzy nami położyliśmy butelkę. Korek - wyzwanie, szerokie zakończenie - prawda.
- Ja pierwsza. - wyrwała się Allyson i zakręciła butelką. Korek.
- A więc? - zapytałem pewien obaw.
- Idź do taty i usiądź mu na kolanach jak małe dziecko i powiesz mu, że go kochasz. - a to spryciula, myślała, że pęknę. No nic... Poszedłem zrobiłem, a tata mi powiedział, że w poniedziałek jedziemy do psychiatry pf...
- Teraz moja kolej! - zakręciłem butelką i moja przyjaciółka dostanie ode mnie wyzwanie. - Napisz o mnie piosenkę.
- Coo? - zapiszczała, a ja wystawiłem jej język.
Zły on..
Bardzo zły..
Kręcić, kręcić, uwodzić i nęcić
Kręcić, kręcić uwodzić i nęcić
Kusić, obracać, przed końcem poddusić
łączyć, spawać, chwili się oddawać
Męczyć, wzdychać, wszędzie się wpychać
Bić się i prężyć, lecz nie nadwyrężyć
Obrabiać, szlifować, ładnie się bawić
Wziąć kilka razy a potem zostawić

Zły on...
Bardzo zły.....
Kręcić, kręcić, uwodzić i nęcić
Kręcić, kręcić uwodzić i nęcić
Robić, uprawiać, wciąż się zabawiać
Gryźć, całować, na górze dominować
Obłapiać, testować, wszystko zdejmować
Wzniecać, zapinać, gasić, przeginać
Ujeżdżać, poskramiać, w przerwach coś nucić
Wyjść do sklepu i już nigdy nie wrócić

Zły on.
Bardzo zły..
Jaki zły?
Jak bardzo zły....?
Kręcić, kręcić, uwodzić i nęcić
Kręcić, kręcić, wzwodzić i wznęczyć
Wyhaczyć, wyrywać, a potem nagrywać
Ocierać, głaskać, muskać i mlaskać
Ugniatać, naciskać, łechtać i pryskać
Nasycać, maczać, spełniać, odhaczać
Rozrobić, rozdrobnić, z cnotą ją skłócić
Przyswoić dogłębnie, potem porzucić

Zły on...
Bardzo zły on...
Kręcić kręcić....
"A dalej, a dalej
W ciemnej zieleńce do alej..."

-Ej! - oburzyłem się.
- Taki żarcik, schowaj do pamiętnika. Kiedyś Ci to udowodnię. - wyszeptała.
- Tak? To teraz nie kręć... Czas na rewanż. - wziąłem kartkę i długopis i napisałem:

Bo z dziewczynami nigdy nie wie, oj nie wie się, 
czy dobrze jest czy może jest, może jest już źle, 
spokoju się spodziewać, czy też przejść, 
czy szukać jej, czy jej z oczu zejść. 
Bo z dziewczynami nigdy nie wie oj nie wie się, 
czy dobrze jest, czy może jest, może jest już źle, 
czy najważniejszy jesteś w życiu jej, 
czy znaczysz już od kogoś mniej. 

A wszystko to pewne tak prawie, jak listek na wietrze, w trawie ślad, 
jak latem zerwany w trawie dmuchawiec, gdy zawieje wiatr. 
A wszystko to pewne tak właśnie jak ten nad wodą dym, 
one całe są, one całe są w tym. 

Bo z dziewczynami nigdy nie wie oj nie wie się, 
czy dobrze jest czy może jest może jest już źle, 
jaka będzie przez najbliższe dni 
przygarnie cię czy zatrzaśnie drzwi. 
Bo z dziewczynami nigdy nie wie oj nie wie się, 
czy dobrze jest czy może jest może jest już źle, 
nie będziesz wiedział czy jest tak czy tak 
i to jedyny pewny fakt. 

Jeszcze rok, jeszcze dzień, przekonacie się o tym sami, 
jak to jest, jak to jest z dziewczynami. 

A wszystko to pewne tak prawie... 

Bo z dziewczynami nigdy nie wie oj nie wie się, 
czy dobrze jest czy może jest może jest już źle, 
nie będziesz wiedział czy jest tak czy tak 
i to jedyny pewny fakt, jedyny pewny fakt, 
jedyny pewny fakt!!! 

- Eh, czyli mogę to pokazać Twojej mamie? - zapytała chytrze.
- Nie... - zgiąłem kartkę i włożyłem jej do stanika. - No i teraz oba teksty się zgadzają.
- Pf! - dostałem poduszką po głowie ale było warto.
- A tak w ogóle to ładny stanik! - pokazałem jej język. Znowu.
- Która godzina? - spytała.
- 22. - odpowiedziała moja mama, która właśnie przyniosła nam talerz tostów. - Ally, dzwoniłam do taty, zostajesz u nas na noc. Austy, podzielisz się z nią łóżkiem? Tylko grzecznie mi tu! - zaśmiała się kobieta.
- Dobrze, dziękuje. Ale mam mały problem... - zaczęłam.
- Masz! - blondynka rzuciła mi koszulę nocną i puściła oczko.
- Dobra, to teraz ja kręcę! - krzyknęła brunetka.
- Prawda.
- Dlaczego wtedy mnie pocałowałeś? - zapytała, a ja zbladłem.
- Byłem wkurzony i nie panowałem nad emocjami, a po za tym to był jedyny sposób, abyś się zamknęła. - niezłe. I Austinek punktuje.
- OK. Teraz Ty.
- Wyzwanie.  Zatańcz coś, co nikomu byś nie zatańczyła. - no co typowe myślenie faceta.
- Odwdzięczę się... - Allyson wstała i postawiła na wprost mnie krzesło. No i dała czadu.
- Ej obrazisz się jak Cię wynajmę na swój kawalerski. - zażartowałem.
- Bardzo śmieszne. Powiesz komuś, a Cię wykastruje. - zagroziła i zakręciła.
- Prawda.
- Jesteś dobrym aktorem? - dziwne pytanie nie powiem, ale okej.
- Tak.
- Nie wierzę. - zaśmiała się.
- Udowodnić Ci to? - uśmiechnąłem się.
- Ciekawe jak... Ale ok. - zgodziła się nie pewnie.
- Stań pod ścianą, tak gdzieś trzydzieści centymetrów od i bokiem, patrząc na wprost, czyli na lewo. - poprosiłem, a dziewczyna to wykonała.Zagrałem chłopaka, który podchodzi do dziewczyny rozmawiającej z koleżankami i ją całuje. Moim zadaniem było pokazanie jego uczuć. Miałem zamiar zatrzymać się przed pocałunkiem, ale nie dałem rady... Pocałowałem ją. Dziewczyna oddała pocałunek. W pewnym momencie do pokoju wparowała...
***************************************
Znowu ja - Bella. Rozdział pisany pod natchnieniem pierwszego odcinka 3 sezonu - pozytywna energia.  Ale nie o tym. Przepraszam Ws bardzo za to, że dawno nie było rozdziału, ale samej jest mi ciężko... Obiecuję, że teraz będą te rozdziały pojawiać się częściej.

sobota, 5 października 2013

Notka!

Cześć, z tej strony ja Martyna. Wiem że dawno tu nie pisałam ale w końcu znalazłam chwilkę.
Przeglądałam właśnie naszego bloga, posty, komentarze, wyświetlenia itp.
I wiecie co mnie zasmuciło? Większość z was piszę np. tak : Nominuje Cię,  Uwielbiam twojego bloga....A powinno być tak: Nominuję WAS!, Uwielbiam WESZEGO bloga....
Nie wiem po prostu ile razy mam przypominać że bloga prowadzimy we DWIE i proszę to uszanować!

Dziękuję!


~ Martyna

piątek, 4 października 2013

czwartek, 12 września 2013

IX - Jak długo jeszcze masz zamiar uciekać od prawdziwej miłości?

Zobaczyłem całą moją paczkę z Kirą na czele... Czułem, że to się dobrze nie skończy...
- Słuchajcie, będę szczery... Pogodziłem się z Ally i teraz to ona, Dez i Trish, są moimi przyjaciółmi...
- Jeszcze tego pożałujesz! - syknęła Cass i pociągnęła Dallasa za rękę. Jedyną osobą, która została była Kira.
- Przepraszam Austin, mogę na chwilę porwać Ally? - spytała, a mnie zatkało. Po co ona chce rozmawiać z Allyson?
- To zależy czy mi ją oddasz. - zażartowałem, co nie było dobrym pomysłem. Obydwie brunetki zmierzyły mnie wzrokiem. Przewróciłem oczami i już po chwili zostałem całkiem sam. Zastanawiało mnie o czym te dwie rozmawiają. Zakradłem się do krzaków i zacząłem podsłuchiwać.
- Miałaś mi pomóc go zdobyć, a nie godzić się z nim! - krzyczała zdenerwowana Starr.
- A co ma piernik do wiatraka? - zapytała opanowana Dawson.
- Wiesz, że on mi się podoba... A z Tobą nie mam szans, on woli Ciebie. - syknęła ciemnoskóra. Ja byłem w takim szoku, że nie potrafiłem się ruszać.
- Oj nie wymyślaj... Jesteśmy jak rodzeństwo... - sprostowała moja przyjaciółka.  Jej słowa lekko mnie zabolały.
- Nie próbuj żadnych sztuczek. Pamiętaj o naszej umowie. Albo mi pomożesz, albo Austin i wszyscy inni się dowiedzą... - zagroziła Kira.
- Wiesz co? Przez chwilę myślałam, że jesteś miła. Przepraszam, ale muszę iść się zbierać na randkę z Elliotem. - podziwiam Ally za ten spokój. Starr odeszła. Myślałem jak się wymknąć niezauważonym.
- Możesz już wyjść Austin. - usłyszałem nagle. Zastanawiam się jak ona to robi.
- Ale skąd wiedziałaś, że tu jestem? - spytałem.
- Za dobrze Cię znam. - odpowiedziała na luzie.
- Nie jesteś zła? I o co tu chodzi? - zaatakowałem brunetkę.
- Nie, nie jestem. Podobasz się Kirze i ubzdurała sobie, że tylko ja pomogę jej zdobyć Twoje serce... - zawstydziła się.
- I w sumie ma rację... - wymamrotałem dopiero później zdając sobie sprawę co... - No wiesz nikt nie wie tyle o mnie co Ty... Wiesz co? Umówię się z nią - teraz ja się zaczerwieniłem. Tak nie może być... Nienawiść nic nie pomogła, to może Kira pomoże.
- No tak... - zaśmiała się Ally.
- A o czym się dowiem jak jej nie pomożesz? - zapytałem chytrze.
- Skarbie nie dowiesz się teraz, ani nigdy... Nie w tym życiu. Też Cię kocham... - zaśmiała się przejeżdżając ręką po mojej klacie. Brązowooka udała się w stronę domu, gdzie czekali już wszyscy.
- Jedziemy do domu? - podeszła do mnie mama.
- Tak, ale Dez jedzie z nami. Trish przygotuje Ally do randki. A właśnie, powodzenia. - ostatnie słowa skierowałem do Dawson.
- Dzięki. Do zobaczenia. - powiedziała i dała mi buziaka w policzek. Minutę później znikła w drzwiach razem z tatą i Patricią. Ja natomiast dalej stałem trzymając się za policzek, na którym przed chwilą poczułem aksamitne usta brązowookiej.
- Ej kochasiu jedziemy... - z transu zbudził mnie tata. Darowałem sobie jakiekolwiek protesty i jak potulny piesek wykonałem polecenie. Moja mama usiadła za kółkiem, a my z tyłu.
- Już wiem co zrobię! - krzyknąłem nagle.
- Tak, co? - zapytali równocześnie moi towarzysze.
- Umówię się z Kirą... - wydukałem. Moja mama gwałtownie zahamowała, a niebieskooki zakrztusił się śliną, swoją drogą czy to normalne?Tylko tato siedział spokojnie.
- Co? - zapytał Dezmond.
- Oj daj spokój, jak długo masz zamiar uciekać od uczucia, którym darzysz Ally? Myślałam, że po próbie z nienawiścią przyznasz, że to wszystko było po to aby nie zepsuć wszystkiego... Ty po prostu boisz się miłości. - wygarnęła mi rodzicielka.
- Po pierwsze: CO?! Po drugie: Zgadzam się z Panią... I po trzecie: CO?! - piszczał rudzielec.
- Nie prawda. Robię to dla niej... Starr wypapla sekret Ally jeśli się z nią nie umówię! - tak to o to chodziło, no po części. To jest wytłumaczenie, wszystko aby ukryć, że mamuśka mnie odkryła.
- A znasz ten sekret? - zapytała kobieta.
- No nie... Ale to najlepsze wyjście... - ciągnąłem tą bajeczkę.
- Pff... - fuknął Dez.
- Chcesz mi coś powiedzieć? - tym razem to ja zadałem pytanie.
- No nic,masz zamiar spotykać się z dziewczyną, która szantażuje Twoją przyjaciółkę, którą kochasz i nie zaprzeczaj, podczas gdy ten sekret, który by wyszedł na jaw gdybyś zachował resztki rozumu, zakończył by ten cały cyrk... CO TY NIC NIE CHCĘ CI POWIEDZIEĆ... - skąd u niego ta mądrość? Nie mam pojęcia. Ale zaraz...
- Ty znasz ten sekret?
- No brawo... Twoja przyszła panna podsłuchała rozmowę moją i Allyson... - odpowiedział spokojnie.
- Ach... Spotykam się z Kirą, z Dawson się TYLKO przyjaźnie i koniec. - okłamałem samego siebie, ale nie ich. W odpowiedzi usłyszałem wypowiedziane z kpiną "yhy". Przez resztę drogi siedzieliśmy cicho. Dojechaliśmy do domu. Pożegnałem się z przyjacielem i wszedłem do środka.
- To ja idę na górę...- oznajmiłem rodzicom i wbiegłem po schodach. Dopiero tu - w mojej świątynie, gdzie rządzi muzyka i zawarte w niej uczucia pozwoliłem sobie na złość i gorycz związane z randką osoby tak przeze mnie kochanej. Dopiero dzisiaj zerwano ze mnie maskę... Cała to szopka była po to bym zapomniał o niej i uczuciu jakim ją darze... Wyszło wręcz przeciwnie, fakt, że nie było jej przymnie sprawiał, że cierpiałem... Najgorzej było kiedy raniłem siebie raniąc ją... To tylko uświadamiało mi, jak mocno się zakochałem... Ale cóż z tego skoro to moja przyjaciółka? Jestem dla niej tylko, a może aż bratem... Czy to wszystko musi być tak cholernie trudne? Nagle przyszedł mi do głowy pewien tekst...:
Przecież nie tak miało być
Ja chyba zwariowałem z Tobą
Oszalałaś ze mną Ty
Zbudziłaś mnie w środku dnia
I teraz nigdy więcej
Nie chcę, nie chcę
Nigdy więcej już nie chcę spać

To zakochani
Do nas przychodzą znów
Powietrza takie pełne oczy
Takie pełne serca
Takie pełne pełne śladów ich stóp

Zakochani, zaczarowani
Bardzo powoli w nas budzą się
Zakochani, zaczarowani
Powietrza takie pełne dłonie
Takie pełne serce
Takie pełne, pełne
Ciebie chcę mieć

Tak jasno jest wokół mnie
Tak mocno zakochałem w Tobie
W Tobie zakochałem się
W kieszeniach mam pełno chmur
I Twoją gwiazdą prowadzona
Płynę w Twych ramionach
Do Twoich ust

To zakochani przenoszą nocy blask
Powietrza pełne oczy, pełne serca
I takie pełne

Zaczarowani
Bardzo powoli w nas budzą się
(Zakochani , Zaczarowani )
Powietrza takie pełne oczy
Pełne serca
Ciebie chcę mieć
Ciebie chcę mieć

Czy to nie dziwne, że chłopak pisze taki tekst? Jak dla mnie nie. Jestem wyjątkiem? Może... Mam uczucia i się ich nie boję. Czy płaczę? Tak. Ale to nie tak, że jestem lalusiem... Nie. Potrafię zapewnić bezpieczeństwo i takie tam męskie rzeczy. Jestem facetem, ale przede wszystkim też człowiekiem. Człowiek ma swoje chwile słabości... Ja też je miewam. Miłość tak wrażliwy temat... Czymże jest? A kto to wie? Pewien mądry człowiek, a mianowicie Luis Vaz de Camoes powiedział:"Miłość jest to jakieś nie wiadomo co, przychodzące nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak, i sprawiające ból nie wiadomo dlaczego.". Ja osobiście zgadzam się z tym, może wyolbrzymiam? Może... Ostatnio zdecydowanie nadużywam tego słowa... "Trochę miłości to jak trochę dobrego wina. Nadmiar jednego lub drugiego szkodzi zdrowiu." kolejne słowa, kolejny mądry człowiek - John Steinbeck. Wiecie co mnie dziwi... To kolejny facet... Dlaczego tylko ta o to płeć pisze o miłości w czarnych kolorach... Czyżby faceci byli skazani na cierpienie? Chociaż nie. Skoro my twardzi mężczyźni cierpimy, to co może przeżywać takie kruche, delikatne, uczuciowe, bezbronne stworzenie jak kobieta? Nawet nie chcę o tym myśleć. Czy istniej w ogóle miłość szczęśliwa? Tak. Lecz trzeba ją dostrzec i dbać o nią. Kto jej doświadczył jest bowiem szczęściarzem...
<dig - dong>
Z rozmyśleń na ten jakże nurtujący mnie i wiele osób temat wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Szybko schowałem tekst do pierwszej lepszej książki i z postanowieniem, że od dziś będę najlepszym przyjacielem na świecie, tylko przyjacielem, pognałem otworzyć drzwi. Normą było to, że rodzice za bardzo byli zajęci sobą... Ci to mają szczęście. Tyle lat, wszystko uległo zmianie oprócz wzajemnej miłości, którą wypełniają siebie i cały ten dom. Czasami boję się, że ja czegoś takiego nie poznam... No nic... Otworzyłem te cholerne drzwi, a za nimi ujrzałem jakże zdenerwowaną, roztrzęsioną...
***********
Witam! Korzystając z choroby dodaje ten o to rozdział. Nie jestem z niego zadowolona, no ale cóż. Jest strasznie krótki, a ja własnie takich dodawać nie lubię... Ale szkoła, a teraz choroba nie pozwalają mi na pisanie dłuższego... Cudem jest to, że w ogóle go dodałam. Co do następnego nie wiem kiedy się pojawi... Może niedługo... Może trochę dalej niż niedługo... Trzymajcie kciuki za to, abym dała radę. Obiecałam, że  nie zapomnę i nie zapominam. 
Pozdrawiam ;)
~Bella

wtorek, 3 września 2013

Zawieszka, ale nie do końca...

Przepraszamy Ws bardzo, ale zawieszamy bloga. Nie będzie to zawieszka, na typowych zasadach, a mianowicie jeśli nam się uda będziemy coś dodawać... Spowodowane jest to szkołą... Ja będę siedzieć w szkole po 8, 9 (lekcyjnych) godzin dziennie... Czyli ciężko będzie mi pisać rozdziały... No chyba, że w weekendy, ale to też różnie bywa. Martynka też się nie wyrabia... Mam nadzieje, że zrozumiecie i wybaczycie... Jedno mogę obiecać, nie zapomnimy o tym blogu, nie opuścimy tylko zmniejszymy aktywność...
                                                                                              Przepraszamy, pozdrawiamy....

~ Bella

czwartek, 29 sierpnia 2013

VIII - Przyjaźń opiera się na zaufaniu...

...za zasłoną stał Austin! Otworzyłam okno balkonowe i wpuściłam chłopaka do środka.
- Co Ty tu robisz? - zapytałam w miarę spokojnie.
- Za nim cokolwiek powiesz... wysłuchaj proszę... Mogę skorzystać z fortepianu? - widziałam, że był zdenerwowany.
- Jasne... - opowiedziałam niepewnie. Moon zasiadł na krzesełku i gestem ręki wskazał abym zajęła miejsce obok niego. Ze strachem w oczach wykonałam jego polecenie. Już po chwili brunet zaczął śpiewać i grać. Co jakiś czas spoglądał w moje oczy. Siedziałam osłupiała. Wiedziałam, że muszę mu wybaczyć, ale bałam się tego... Chciałam to zrobić, kiedy będę  pewna w stu procentach, że tego chcę. Swoją drogą od tej imprezy czuję się jakoś inaczej, tak jakby coś we mnie rozkwitło... Piosenka powoli dobiegała końca, a ja dalej siedziałam jak zaczarowana. Melodia były prześliczna... Jedno nie dawało mi spokoju...
- Skąd masz ten tekst? I kto napisał melodię... i po co to wszystko? - zadałam serię pytań.
- Usłyszałem to na wycieczce... Melodię stworzyłem ja... Czułem, że o taką chodziło Ci, gdy pisałaś ten tekst... Po co? Chcę odzyskać najlepszą przyjaciółkę na świecie... Brakuje mi tego co nas łączyło... brakuje mi Ciebie... Jesteś ważniejsza od wszystkiego... Bez Ciebie moje życie jest szare i nijakie. Czy potrafisz żyć bez przyjaźni? - wygłosił monolog.
- Ja mam przyjaciół... Ty też... - odpowiedziałam. Blondyn złapał mnie za rękę.
- Dobrze wiesz, że nie o tym mówię. Chodzi mi o tą przyjaźń, która trafia się raz w życiu... Jest jedyna i niepowtarzalna. - oznajmił z bólem - I nie wolno pozwolić jej odejść.
Po moim poliku spłynęła łza... Nagle rozbrzmiała ta piosenka - mój telefon zaczął dzwonić. Nie wiem czy to jakiś znak... ale te słowa w połączeniu z tą chwilą spowodowały, że rozkleiłam się totalnie. Marzyłam, żeby móc go przytulić.
- Ale pozwoliłeś na to i ją straciłeś...  Za późno się ocknąłeś.- wyszlochałam - Myślę, że powinieneś już iść.
- Nigdy nie jest za późno... Nigdy. - wyszeptał, otarł ciecz spływającą po mojej twarzy i wyszedł. Sprawdziłam na wyświetlaczu kto dzwonił. Kiedy okazało się, że to Kira, dotarło do mnie, że jeśli nic nie zrobię to stracę coś, a raczej kogoś, kto był najważniejszy w moim życiu... A co najważniejsze... dalej jest. Rzuciłam się w pogoń za blondynem. Na moje szczęście stał oparty o drzewo dwieście metrów od mojego domu. Rozmawiał przez telefon. Wiem, że to niegrzeczne, czy jak kto woli nie kulturalne, ale musiałam.

*oczami Austina*
(początek rozmowy telefonicznej)
- No hej, co tam? - odezwał się mój rudowłosy przyjaciel w słuchawce.
- Do bani stary...
- A czemuż to?
- A jak myślisz... Miałem nadzieje, że mi wybaczy.
- Dziwisz się, że nie zrobiła tego?
- Nie. Wręcz na jej miejscu przywaliłbym sobie...
- A powiedziałeś jej?
- Dez! Co miałem jej powiedzieć? " Cześć Ally... Byłaś całkiem zalana, pokłóciliśmy się i tak jakoś Cię pocałowałem. Było cudownie, chociaż wiem, że nie powinienem... Szkoda, że nic nie pamiętasz!" ?
- Tak właśnie... - wysyczał zrezygnowany niebieskooki.
(koniec rozmowy telefonicznej)
Odwróciłem się i ujrzałem Allyson, która ledwo trzymała się na nogach...
- Jak mogłeś...! - krzyknęła.
- To nie tak... Nie chciałem... - w tym momencie dziewczyna mi przerwała.
- Nie chciałeś czego? Z tego co wiem, chciałeś przyjaźni... Przyjaźń opiera się na zaufaniu... Chcesz budować zaufanie na kłamstwie...? - zaczęła płakać.
- Nie... Bałem się Twojej reakcji... - powiedziałem załamany.
- Bałeś się... A ja boję się Tobie zaufać. - zbliżyła się do mnie i wyszeptała mi to do ucha. Zaczął padać deszcz..., w którym ona zniknęła...
- Ally! Ally! Ally! - wołałem, ale to było na nic. Jak zwykle wszystko schrzaniłem. Nie zastanawiając się nad niczym więcej rzuciłem się w stronę domu brunetki. Zapukałem.
- Witaj Austin. - przywitał mnie pan Dawson.
- Jest Allyson? - zapytałem.
- Tak, przyszła przed chwilą, ale nie w najlepszym sta...
- Proszę pana, ja muszę wejść. - przerwałem mężczyźnie i wślizgnąłem się do domu. Pobiegłem pod pokój brunetki i chwyciłem za klamkę, chciałem otworzyć drzwi, ale spotkał mnie zawód.
- Odejdź stąd tato! - wrzasnęła.
- Ale to ja... - powiedziałem spokojnie.
- Tym bardziej! Spadaj! - wykrzyczała tak głośno, że obudziła pół Miami.
- Nie odejdę. Co więcej, będę tu klęczał przed tymi drzwiami, dopóki nie zgodzisz się ze mną porozmawiać! - nie dawałem za wygraną.
- Jasne... Daruj sobie. - zaśmiała się. A właściwie zakpiła ze mnie.
- Będę tu klęczał choćby do śmierci!
- Debil... - odezwała się już nieco spokojnie.
- Debil zako... - ugryzłem się w język i już nieco głośniej krzyknąłem - Debil, któremu zależy!
- Nie rozśmieszaj mnie! - kopnęła w drzwi, zdradzając, że przy nich stoi.
- Słonko, on na prawdę klęczy... - do akcji wkroczył Lester.
- No nie... Jesteś po jego stronie?! Pieprzona męska solidarność! - wkurzyła się jeszcze bardziej.
- Dziękuję panu, za próbę pomocy. Ale ona jest straszne uparta. - zwróciłem się do ojca brunetki.
- Nie jestem! - zaprotestowała dziewczyna.
- Jak jej matka... Uważaj w co się pakujesz, ja znoszę to 25 lat... Radzę Ci, znajdź na nią sposób bo osiwiejesz. - poklepał mnie ze zrozumieniem Dawson.
- Tato!! - ogarnęła go córka. Po chwili znów byliśmy tylko we dwójkę. Ciągle tylko się tak kłóciliśmy wygarniając sobie wszystkie błędy. Co jakiś czas tylko słyszeliśmy : " Aż strach pomyśleć co będzie po ślubie...", " Jak stare małżeństwo", "Brawo mała, ale go pojechałaś!", " Austin, będziesz tego żałował... to będzie boleć...", "Uuu, to było dobre, aż sobie zapiszę...". Takie o to hasła rzucał rozbawiony Lester. Mijały sekundy, minuty, godziny... Z czasem ta wbrew pozorom diablica schowała swoje rogi, i krzyk ustał.
- Długa masz zamiar jeszcze się dąsać...? - zapytałem, co nie było dobrym pomysłem.
- TAK! - krótka, ale jakże trafna odpowiedź.
- Trish, Dez... Przyjedźcie, bo ja ich sam nie ogarnę! - krzyknął Dawson do słuchawki.
- Widzisz co narobiłaś?! - zawołałem
- Ooo... To teraz mi powiesz, że to moja wina! - znowu zaczęła.
- No wcale nie ułatwiasz zadania... - wyszeptałem, a ona niestety to usłyszała...
- Aaa! - zapiszczała - Ja z Tobą oszaleje!
- Mimi, weź Mike'a i przyjedźcie tu... On klęczy pod tymi drzwiami już cztery godziny... I bez przerwy się sprzeczają jak stare małżeństwo... - powiedział już lekko przestraszony, ale rozśmieszony mężczyzna. Domyśliłem się, że tym razem wezwał posiłki w postaci moich rodziców. Biedny myślał, że to coś da... Nie minęło dziesięć minut, a pojawili się Trish i Dez, którzy szli na nogach. Za raz po nich, dotarli rodzice, którzy jechali samochodem.
- Co tu się dzieje? - zapytał mój tata.
- Oszaleli... - zaśmiał się Dez.
- Austin wstawaj... - prosiła mama.
- Ally otwórz... - Trish liczyła, że mała, zadziorna przyjaciółka wykona jej polecenie.
- Słuchajcie... Nie wstanę i nie pójdę stąd, dopóki ta oto kobieta nie otworzy tych drzwi i nie zgodzi się ze mną porozmawiać... - oznajmiłem spokojnym głosem.
- Moon... Z tego co wiem to wrzeszczycie na siebie już sporo czasu. - De La Ross'a chciała mnie podejść.
- Na spokojnie, a nie! - wysyczałem.
- Alluś, on już tu klęczy cztery  godziny, 32 minuty i 37 sekund... Musicie jeść, pić, załatwiać swoje potrzeby... - łagodziła moja mama.
- Kocham panią, szanuję... Ale nie tym razem. Nie chcę go znać... - z lekkim smutkiem brunetka wypowiedziała słowa skierowane do mojej rodzicielki.
- Nie chcesz mnie znać... A to niby czemu? - igrałem z ogniem.
- Oho zaczyna się... Jak nie chcecie ogłuchnąć to idźcie na koniec korytarza i koniecznie weźcie krzesła i pop-corn. - powiedział zrezygnowany Lester.
- Możecie być cicho?! - krzyknęliśmy równocześnie z Ally. Całe towarzystwo podniosło ręce w geście obrony.
- Co mi zrobiłeś... hmm... Zostawiłeś kiedy się w Tobie zakochałam, uprzykrzałeś mi życie, raniłeś słowami, czynami, znienawidziłeś za nic, przekreśliłeś to co było między nami i mnie, pocałowałeś i okłamałeś mówiąc, że nic między nami nie zaszło... Wykorzystałeś to, że byłam pijana! - wygarnęła mi wszystko. Nasi rodzice wytrzeszczyli oczy.
- A Ty... - zacząłem głośno... - Skradłaś moje serce... - dodałem cicho, czego nikt nie dosłyszał...
- A ja co...? - zapytała. Nie otrzymała odpowiedzi.
- To jest dobre... zajadała się pop-cornem Patricia. Minęło pięć minut, a ja nic.
- A ona co?! - wydarli się wszyscy obecni.
- Zabolało mnie to jak szybko o mnie zapomniałaś... Nie walczyłaś. Sama wielokrotnie mnie uraziłaś... Nie brałaś pod uwagę tego, że robię to dla Ciebie, żeby Cię nie krzywdzić... - złagodniałem.
- Chciałeś uniknąć krzywdzenia mnie, krzywdzenie mnie... - słyszałem jak zjechała po drzwiach.
- Teraz widzę, że nie słusznie... - rozczuliłem się.
- Tęsknie za Tobą... - usłyszałem.
- Ja za Tobą też... Daj mi to jedną, jedyną szansę... Wpuść mnie, a obiecam, że już nigdy więcej Cię nie skrzywdzę i nie zostawię... - powiedziałem błagalnym tonem głosu. Już po chwili dziewczyna otworzyła drzwi wpuszczając mnie.
- Za każdym razem jak coś spieprzysz będziesz klęczał przed drzwiami pięć godzin? - zapytała.
- Będę starał się już nic nie spieprzyć, a jeśli nawet... to tak. Pięć godzin, a nawet dłużej... Jesteś tego warta... - powiedziałem, a za drzwiami usłyszałem "uuu". Podbiegłem do dziewczyny i przytuliłem ją do siebie, bardzo mocno.
- Tak mi tego brakowało... - wyszeptała. Pocałowałem ją w czółko i szepnąłem:
- Mnie też... Ale najbardziej tego... - przerzuciłem ją przez ramię i zacząłem biegać. Wybiegłem z pokoju i udałem się na dwór. Gdy już tam byliśmy wrzuciłem dziewczynę do basenu i sam do niego wskoczyłem. Podpłynąłem do brunetki chwyciłem w tali, przyciągnąłem do siebie i wziąłem na głęboką wodę. Brunetka nie stykała.
- Dwa pytania. - wyszeptałem - Pierwsze... Wybaczasz?
- Wybaczam... - usłyszałem.
- Drugie -  poluźniłem uścisk - Ufasz?
- Ufam. - puściłem brunetkę. Kiedy zaczęła się bać, złapałem i powiedziałem:
- Skoro ufasz, to nigdy nie puszczę... Zawsze Cię uratuję.
Byliśmy strasznie blisko siebie, dzieliły nas milimetry... Bałem się, że zaraz ją pocałuję...
- Austin co to ma być? - usłyszałem głos. Podniosłem wzrok i zobaczyłem...


***
Witam Was tym razem ja - Iza. Rozdział całościowo należy do mnie. Aczkolwiek inspiracją był poprzedni rozdział Martynki :) Ja planowałam ich trochę skłócić jeszcze, ale ona poprosiła o pogodzenie naszych gołąbeczków. Jak widzicie spełniłam jej prośbę. Mam nadzieje, że Wam się spodoba. Ja ten rozdział przeżywałam straszne xd Zawarłam tu mieszankę uczuć. A jak Wam się podoba? I kogo zobaczył Austin... ? Jakie przygody ich czekają? Czy wszystko będzie takie kolorowe? Na te pytania odpowiedź znajdziecie w kolejnych rozdziałach. Kiedy następny rozdział się pojawi nie wiem, ale skoro rok szkolny się zaczyna, dodawanie rozdziałów będzie trochę inaczej wyglądało. Mam nadzieje, że rozumiecie. Ja na razie Was żegnam. Bajo <3
                                                                                                     Pozdrawiam ;*
~ Bella